Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

Warsztat na wagę złota

Dlaczego akurat lawenda?

Zdecydowałam się na założenie lawendowej plantacji z kilku powodów, choć na wstępie muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie pracowałam w polu i nie uprawiałam roślin... poza doniczkowymi. Co prawda od małego lubiłam bawić się w ziemi, ubrudzić, zakopać jakieś ziarenko i czekać zniecierpliwością na to, co z niego wyrośnie, ale nigdy na większą skalę. Niedawno nawet znalazłam stare segregatory, w których trzymałam wysyłkowe czasopisma związane z ogrodem. Podniszczone, więc wydaje mi się, że dość pilnie je studiowałam.

Z wykształcenia jestem historykiem sztuki, więc żeby całe lawendowe przedsięwzięcie nie okazało się totalną klapą, najpierw starałam się dowiedzieć wszystkiego, co możliwe o roślinie, którą planowałam uprawiać na półhektarowym poletku, a uwierzcie mi - w języku polskim na temat lawendy poza szeregiem artykułów i porad na zasadzie bezmyślnego kopiowania i wklejania, ciężko jest znaleźć fachową literaturę. W końcu w ręce wpadł mi poradnik o uprawie tej rośliny Państwa Pawlaków i wreszcie poczułam ponownie grunt pod nogami.

Dopiero w momencie, w którym stwierdziłam, że podołam temu zadaniu, poszłam o krok dalej i zaczęłam rozglądać się za osobami, które mogłyby mi dostarczyć wystarczającą liczbę sadzonek. Tak, Lawendowe Lisie Pole powstało z gotowych już sadzonek. O samodzielnym wysiewie roślin, a następnie dostarczeniu im optymalnych warunków do wzrostu nie było mowy - nie mam najzwyczajniej w świecie szklarni (ani miejsca na nią) oraz doświadczenia w tej dziedzinie. Doskonale pamiętam paraliżujący strach przy przycinaniu pierwszych lawend - czy dobrze to robię, a co jeśli uschną? Po dziesiątym rzędzie, z czego każdy ma ok. 100 m przestałam się już tym zamartwiać i działałam jak mały kombajn. Udało się - dziś Blue Scenty kwitną drugi raz tego lata, a Hidcoty zaczynają leniwie rozkwitać.

Przez ostatnie miesiące nauczyłam się naprawdę dużo i przede wszystkim zrozumiałam, że w przypadku uprawy jakiejkolwiek rośliny ważne są: a) pewność w działaniu, b) anielska cierpliwość, c) fizyczna kondycja. Odnosząc się do pytania w nagłówku, jedną z przyczyn, dlaczego wybór padł akurat lawendę jest jej stosunkowo łatwa uprawa, nie ma przy niej zbędnej gimnastyki - w naszej strefie klimatycznej nie żyją szkodniki zajadające się tą rośliną, zwierzęta ze względu na dużą zawartość olejków eterycznych za nią nie przepadają (pomijam pająki, biedronki, mrówki i niektóre ciekawskie zające), lawenda kocha wapienne, przepuszczalne gleby i... nie trzeba jej podlewać, co jest dużym plusem przy 5 tys. sadzonek.

Inne walory lawendy

Nie mogę jednak powiedzieć, że ww. powód jest jedynym, bo przecież poza łatwością uprawy lawenda ma całe mnóstwo innych zalet! Chyba najważniejszą jest szeroki wachlarz jej zastosowania w późniejszym procesie przetwórczym. Świeże i suszone kwiaty są wykorzystywane do dekoracji wnętrz oraz w rękodziele, florystki potrafią z nich wyczarować piękne kompozycje oraz wianki (ja się dopiero uczę tej sztuki); susz sprawdza się w przemyśle farmaceutycznym oraz kosmetycznym. Istnieje jeszcze mało popularna w Polsce właściwość lawendy - nadaje się do kuchni jako przyprawa. Ma wyrazisty, ostry smak, może odrobinę podobny do imbiru, lecz bardziej pieprzny. Zmysłowo aromatyzuje cukier, napoje, przetwory oraz wszelkie potrawy. Lubię ścinać jej łodygi bez rękawiczek, wtedy uwalniają się olejki, a skóra dłoni nabiera intensywnego zapachu wcale niepodobnego do tego z preparatów na mole. Niech Was to nie zmyli - lawendowy olejek pachnie szlachetnie i świeżo.

Lubię, gdy wokół mnie jest estetycznie, a lawenda zaspokaja tę potrzebę. Spośród roślin ozdobnych moimi faworytkami są: lawenda, hortensje i róże. Gdybym mogła, obsadziłabym nimi cały ogród! W lawendzie zakochałam się lata temu podczas francuskich podbojów, róże skradły mi serce gdy spacerowałam po różanym ogrodzie Vigelanda w Oslo, a hortensje przykuły moją uwagę podczas wertowania stron magazynu Sielskie Życie.

Dopiero uczę się o nie dbać, ale mam wrażenie, że już się polubiłyśmy.

 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Komentarze   

0 #3 HaniaKa 2015-07-12 14:53
Cytuję Andrzej:
Witam. Czy jako przyprawę stosuje Pani same kwiaty?


Tak, liście dla mnie są zbyt gorzkie. :)
Cytować
+1 #2 Andrzej 2015-07-05 10:09
Witam. Czy jako przyprawę stosuje Pani same kwiaty?
Życzę powodzenia. :-)
Cytować
+3 #1 Halszka 2015-01-03 18:29
Jest Pani dla mnie inspiracją, podziwiam i dziękuję Halszka Kidoń
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd