Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

O lawendokosach słów kilka

Jutro na Lisim Polu zaczynają się drugie już w tym roku zbiory lawendy. Pole zostało podzielone na prawie równe dwie części. Na jednej z nich rośnie odmiana Hidcote, na drugiej Blue Scent - i to właśnie ta druga kwitnie na potęgę. Nic zresztą w tym dziwnego, gdyż tę odmianę charakteryzuje najszybszy przyrost spośród lawend oraz intensywne kwitnienie już w pierwszym roku. Lisie Pole wygląda teraz tak, że połowa pola ma kolor fioletowy i powoli zaczyna przypominać uprawy lawendy ze zdjęć, na których widać całe rzędy pięknie rozkwieconych roślin, a druga połowa, ta z odmianą Hidcote, powoli, powolutku zbiera się do pierwszego kwitnienia. Niestety, ale Hidcote rośnie bardzo wolno i powiększa się tylko o ok. 20 cm rokrocznie. Coś za coś - ta lawenda, która rośnie wolniej, szybciej się ukorzenia.

Na razie więc lawendobranie idzie nam dość szybko ze względu na pracę tylko nad połową roślin. Najpierw wybieramy te łodygi, które chcemy przeznaczyć na bukiety, a następnie cały krzaczek łapiemy w połowie i ścinamy sierpem lub sekatorem. To, co zetniemy za jednym zamachem pójdzie na susz. W porównaniu z pierwszymi zbiorami przyrost Blue Scentów jest imponujący! Rośliny mają sztywne, trzykrotnie dłuższe łodygi (pierwszy bukiet, który dziś zrobiłam miał prawie 25 cm długości!) i bogate, wręcz pękate kwiatostany - zdecydowanie cieszą oko i dają wiarę w to, że nasza ciężka praca ma sens.

 

Jak zbiory wyglądają w rzeczywistości?

Nie będę nikogo czarować - ścinanie lawendy to kawał ciężkiej roboty nawet jeśli mówimy tylko o ok. 2 tys. sadzonek! Między krzaczkami Blue Scent jest 50-centymetrowy odstęp. Przy każdej roślince należy się zatrzymać, uklęknąć, pościnać łodygi na bukiety, przyciąć resztę krzaczka, zapakować całość do wiklinowego kosza, przesunąć się o kolejne pół metra i...ab ovo wykonać te same czynności. Czasu jest niewiele, gdyż lawendę ścina się w słoneczne dni od momentu, gdy zniknie rosa do południa czyli w naszych warunkach mniej więcej od 8:00 do 12:00. Po południu czyścimy to, co udało nam się zebrać i robimy lawendowe bukiety, które lądują na strychu i wypatrują nowych właścicieli. Natomiast ścięte niewielkich rozmiarów łodyżki będą leżeć na specjalnych matach rozłożonych również na strychu i czekać co najmniej miesiąc na optymalne wysuszenie i wylądowanie w zapachowych woreczkach.

I znów w całym domu roztaczać się będzie lawendowy, uspokajający zapach. :)

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd