Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

Jakie lawendy rosną na Lisim Polu?

Opisując początki Lisiego Pola, podzieliłam się z Wami informacją dot. różnych lawend rosnących u mnie w ogrodzie oraz na polu. Powracając jednak do tego tematu, chciałabym jeszcze raz zebrać wszystkie swoje spostrzeżenia w jednym miejscu. Zawodowo uprawiam lawendy Blue Scent oraz Hidcote Blue Strain. Rosną one za domem, więc niewprawny obserwator, gdy akurat nie ma okresu kwitnienia roślin, mógłby przejechać drogą obok Lisiego i nawet nie zauważyć, że za domem rośnie kilka tysięcy lawend...

Najstarsze lawendy rosną w ogrodzie. Piszę najstarsze, choć tak naprawdę mają one dopiero trzy lata - można je określić mianem preludium do założenia plantacji. Zatem pierwsze pojawiły się na działce w Bieniądzicach odmiany Munstead i rosły bez większej kontroli przez dwa lata zanim udało mi się przeprowadzić z miasta na wieś. Nie wszystkie mają zwarty pokrój jednak niektóre w okresie wiosenno-letnim doprowadziłam do stanu praktycznie idealnego czyli do kształtu kuli. Do posadzonych od zachodniej strony Munsteadów dołączyły sadzonki Hidcote Blue Strain, wychuchana lawenda szczepiona na pniu (nie wiem jaka odmiana) oraz Dwarf Blue zakupione tym razem nie u profesjonalnych plantatorów lawendy, lecz w centrach ogrodniczych i supermarketach (ten temat rozwinę w dalszej części wpisu, stąd ta uwaga).

Przed domem, od południa, rosną w rzędach: Grappenhal, Blue Scent, Ellagance Pink oraz Mini Blue oraz lawandyna Grosso.

Ulubione lawendy, ich charakterystyka i subiektywne spostrzeżenia

BLUE SCENT*

*Klikając na nazwę odmiany lawendy, zostaniesz przekierowany do zdjęć danej odmiany na Facebooku Lisiego Pola.
 

To moja ulubienica wśród lawend! Zachwyca mnie od pierwszych tygodni, gdy pojawiła się na Lisim. Kilka tysięcy bardzo malutkich sadzonek przyjechało do nas w drewnianych skrzyniach, które poukładane jedna na drugiej w ogrodzie czekały na dzień sadzenia. Kręciliśmy się przy nich jak lisy w pobliżu kurnika i nie mogliśmy wyjść z podziwu nad aromatem, który roztaczały wokół siebie - takie kilkucentymetrowe, niekwitnące lawendy...

Dlaczego ulubiona? Rośnie w oka mgnieniu, ma rozłożysty pokrój, kwitnie niesamowicie obficie już w pierwszych miesiącach od posadzenia, ma intensywnie fioletową barwę pąków i mogę powiedzieć, że jest bardzo wytrzymała. Dowód? Tuż po skończeniu obsadzania pola, pogoda zgotowała nam psikusa - lało jak z cebra prawie miesiąc. Z nerwów myślałam, że osiwieję. Wszystko jak do tej pory szło tak sprawnie - uwinęliśmy się z rozłożeniem włókniny, dostaliśmy niesamowite wsparcie przy sadzeniu lawend, a tu nagle pole stoi w wodzie (mimo pochylenia gruntu), błoto po kolana, wiatr wyrywa włókninę (użyliśmy 26-centymetrowych kołków do mocowania!), która łamie rośliny... Jednym słowem lawendowy Armagedon! Do tej pory mam przed oczami widok Damiana, który próbuje wykopać tunele drenujące, a kalosze grzęzną mu w błocie i nie może się ruszyć. Ja w tym czasie wydobywałam spod włókniny połamane sadzonki. Deszcz na szczęście w końcu sobie odpuścił, a my udaliśmy się na rekonesans i wiecie co? - z Blue Scentów nie udało nam się uratować tylko czterech sadzonek! Rośliny pięknie odbiły, rozrosły się i już pierwsze zbiory były obfite. W sumie do końca września zakwitły nam cztery razy. Mniej szczęścia miała druga uprawiana na Lisim Polu odmiana...

HIDCOTE BLUE STRAIN

O ile lawendę Blue Scent przycinamy na "kapelusze pieczarki", o tyle sadzonki Hidcote ze względu na zwarty pokrój rośliny dają się łatwo formować w kule. Blue Scent pachnie rześko i intensywnie, Hidcote jest słodki, lekko odurzający (nawet dla nas, początkujących plantatorów, ich aromaty są całkowicie różne); pszczołom jego pyłek wyjątkowo smakuje. Niestety nasz Hidcote nie miał tyle szczęścia co sąsiadująca z nim odmiana - po opadach deszczu zaczął chorować i w efekcie kilkadziesiąt lawend nam obumarło; część roślin rosła niemrawo, dając niewielkie zbiory w pierwszym roku (tu przestroga dla tych, którzy chcą zakładać plantacje lawendy - traktujcie szacunkowe dochody z uprawy lawendy z przymrużeniem oka, kalkulacje najczęściej powstają w oparciu o zbiory z dorosłych, kilkuletnich roślin przy założeniu, że wszystko będzie cacy!).

Kłosy Hidcote w porównaniu z pękatymi Blue Scentami są wręcz arystokratycznie delikatne - smukłe i drobne. Lawenda Hidcote rośnie nieporównywalnie wolniej od Blue Scent - rośliny mają obecnie od 15 do 25 cm średnicy. Uprawa tych kompletnie różnych od siebie lawend kojarzy mi się z Flipem i Flapem. ;) W tym roku susz pozyskany z tej odmiany został głównie sprzedany do celów kulinarnych i chociażby dlatego warto ją uprawiać - nie tylko dla zapachu, ale również smaku lawendy.

MUNSTEAD STRAIN

Od tej lawendy wszystko się zaczęło, ale nie powaliła mnie ta odmiana na kolana. Kwitnie na blado fioletowy kolor, a jak już wiecie, ja wolę te odmiany o intensywnie fioletowych kwiatach. Może ją za rok mocniej podwapnuję i wtedy nabierze mocniejszej barwy? Ma natomiast długie łodygi, więc ładnie wygląda w świeżych bukietach, choć jestem fanką kwiatostanów wyżej opisanych lawend - są takie hm... dostatnie, bujne i najzwyczajniej w świecie cieszą oko. Suszony Munstead wypada blado i brudnawo, ale to oczywiście moja czysto subiektywna opinia powstała na podstawie ogrodowych obserwacji. W każdym razie poza tymi kilkoma sadzonkami, które już rosną w Lisim ogrodzie, więcej ich kupić nie zamierzam. Cenna uwaga: okrywana czy nie, ta lawenda bez szwanku zniosła zimy.

Również to o czym warto wspomnieć to to, że sadzonki Munstead pochodzą z centrum ogrodniczego i przyjęły się śpiewająco. Dlaczego o tym piszę? Mam wrażenie, że sprzedawane w centrach handlowych i ogrodniczych sadzonki są dużo gorszej jakości od tych, które można zakupić u plantatorów. Nie, to nie jest żaden chwyt PR-owy. Po prostu widzę jaki mają przyrost, jak obficie kwitną, jaki mają pokrój, jak sobie radzą przy zmiennych warunkach atmosferycznych, czy chorują i tak dalej zarówno sadzonki kupione od plantatorów zajmujących się sprzedażą bezpośrednią lawendy oraz te kupione w centrum ogrodniczym czy handlowym i... wierzcie mi, różnica jest kolosalna. Chyba mimo wszystko lepiej jest odżałować parę złotych na przesyłkę kurierską niż patrzeć jak rośliny się nie przyjmują i więdną lub rosną jako tako.

DWARF BLUE

Przyznam się, że to moja kolejna faworytka. Zachwyciły mnie jej mleczno-fioletowe kwiaty oraz długie, sztywne i kanciaste pędy. Posadziłam kilka krzaczków tej odmiany w towarzystwie koleżanki na pniu w osłoniętym od wiatrów, słonecznym miejscu (słowo daję, że spełniłam wszystkie "lawendowe" warunki), zakwitły raz i obumarły. Prawda jest też taka, że był to czas zbiorów Blue Scentów, zajęta byłam lataniem z koszykami z kolejnym porcjami lawend z pola i najwyraźniej przegapiłam moment, w którym mogłabym im jeszcze pomóc. Myślę, że za rok dokupię Dwarf Blue, ale dla bezpieczeństwa spróbuję zdobyć sadzonki w innym miejscu.

cdn.

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd