Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

O uporze słów kilka

Bywa, że się uprę. Że sobie coś ubzduram i wtedy nie ma zmiłuj - dopóki nie skończę, przepadłam dla świata. Właśnie tak było, gdy ubzdurałam sobie, że wydam online biuletyn o lawendzie. Nigdy wcześniej nic podobnego nie robiłam. Przez pewien czas chodziłam i myślałam - po co ci to? nakręciłaś siebie i innych, a teraz nie podołasz zadaniu... Zrobiłam w myślach szybki bilans: budżet - 0 zł, pomysłów - milion i zaczęłam pisać wiadomości do osób, które poznałam głównie przez fanpage Lisiego Pola, że chciałabym wydać e-biuletyn o lawendzie, że nie mam na to grosza, że brakuje mi tekstów i zdjęć, ale obiecuję dać z siebie wszystko, by całość miała ręce i nogi, jeśli dane osoby zdecydują się wziąć udział w projekcie. I wiecie co? Udało się! Przed Świętami miałam już wszystkie teksty na dysku, pozostało jedynie złożyć je w sensowną całość. Założyłam więc słuchawki na uszy, odpaliłam kawałek Faithless Good is a DJ, uruchomiłam program PowerPoint i wzięłam się do roboty (...a zarzekałam się, że zima to będzie okres wakacji i leżenia do góry brzuchem po ciężkiej pracy na polu!).

Moim zdaniem pierwszy numer wyszedł całkiem zgrabnie. Polska Lawenda ma 38 stron zapełnionych ciekawymi tekstami i estetycznymi zdjęciami. Jestem przeszczęśliwa, bo to, co wydawało mi się jakiś czas temu niemożliwe, nagle stało się osiągalne. Dla mnie rok 2014 ruszył zdecydowanie z kopyta!

Mam nadzieję, że w kwietniu będziecie mogli przeczytać kolejny, bardziej już rozbudowany numer.

Ile można pisać o lawendzie?

Do mojego projektu sceptycznie podeszli niektórzy bliscy. Kilka razy padło pytanie - ile można pisać o lawendzie? przecież tematy szybko ci się wyczerpią!

Nieprawda, można napisać całkiem sporo, bo lawenda to roślina, która, mam wrażenie, wdarła się do ludzkiej świadomości i stworzyła w niej całą sieć skojarzeń i powiązanych znaczeń. Coś na wzór mapy myśli, tylko że w tym przypadku lawendowej. Wkraczamy w tym momencie odrobinę w teorię semiotyki, ale co tam! - chodzi o to, że pojęcie lawendy ma ugruntowaną pozycję w naszej kulturze. Nie mówię, że lawenda jest ważniejsza od np. pomidora czy rzodkiewki, bo to nieprawda. Staram się jedynie przekazać, że z pomidorem nie mamy tylu skojarzeń co z lawendą. Wyobrażając sobie pomidora, nie tworzymy w głowie całej sieci kulturowych konotacji, a w przypadku lawendy już tak.

Pada hasło lawenda, a nasz mózg natychmiast generuje obrazy mu przypisane - są to najczęściej rzędy lawendowych pól w Prowansji, cysterskie opactwo Sénanque, angielskie ogrody, chorwacka wyspa Hvar, uczucie spokoju i śródziemnomorskiego ciepła, zapach ziół, kolor fioletowy, obrazy bukietów, antyków, vintage, fiolek z olejkami oraz alembików... Staje nam przed oczami wszystko, co w szeroko pojmowanej kulturze kojarzy się ze stylem prowansalskim. Cóż, na słowo pomidor raczej nie wyobrażamy sobie plantacji tej rośliny w Hiszpanii, widzimy szklarnie, ewentualnie kanapkę z pomidorem. Co poniektórych może jeszcze męczyć casus puszki z pomidorową zupą firmy Campbell (Andy Warhol, Campbell’s Soup Cans, 1962). ;)

 

Lawenda - Marilyn Monroe wśród roślin

Czasami odnoszę wrażenie, że mamy już do czynienia z mitem lawendy - istnieje wiele kwiaciarni o takiej nazwie, a jeszcze w żadnej nie widziałam sprzedawanej lawendy (poza plastikową). Mamy również cały szereg knajpek, salonów fryzjerskich, aptek, księgarni, restauracji, domów weselnych, które w swej nazwie odnoszą się do tej rośliny, a które bardzo często swym wystrojem nawet minimalnie nie zahaczają o prowansalski styl. Jedynie będąc w salonach marki L'Occitane en Provence, zawsze widziałam dostępne suszone bukiety lawendy. Zatem czy hasło lawenda nie staje się równie chwytliwe co reklamy z udziałem kotów? Dochodzi bowiem do takich sytuacji, że spotykam na swojej drodze osoby, które mają w głowie wyobrażenie lawendy np. w postaci tych wielohektarowych rzędów roślin, a nie potrafią rozpoznać rosnących pojedynczych krzaków w ogrodzie! Skojarzenie, jakie nasuwa mi się w tym momencie, to porównanie lawendy z Marilyn Monroe. Dziwne? Nie jest to takie nieuzasadnione - dziś chyba każdy (żyjący w naszej kulturze) wie, jak wyglądała legenda kina lat 50. i 60. XX w., choć podejrzewam, że nie każdy widział filmy z jej udziałem - Marilyn to Marilyn bez względu na to, czy oglądało się Pół żartem, pół serio czy też nie.

PopLawenda

Można psioczyć na całą masę produktów quasi-lawendowych, ilość pseudo-prowansalskich miejsc, które psują wyobrażenie stylu i sprowadzają go jedynie do bielonych ścian i fioletowych dodatków... Ale z drugiej strony to właśnie dzięki popularności tej rośliny można pisać artykuły o lawendowych motywach w książkach, malarstwie, rękodziele czy modzie. W przypadku rzodkiewki czy agrestu, choćbyśmy się nie wiem jak starali, poza tematy pielęgnacji, uprawy i zastosowania w kuchni nie wyjdziemy.

Lisy życzą Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd