Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Przygotowania przed sadzeniem lawend

Zanim na naszym polu pojawiły się lawendy, trzeba było jakoś to pole "oswoić" z uprawą, mimo wszystko nietypowych jak na polskie warunki, roślin. Pierwsze kroki jakie podjęliśmy dotyczyły sprawdzenia odczynu gleby - w przypadku ziemi na Lisim Polu wynosił on 3,5 pH, więc to, co należało zrobić przed założeniem plantacji, to odkwasić glebę. W tym celu na całej powierzchni rozłożyliśmy 200 kg wapna ogrodowego. Dzięki pomocy sąsiada, który wykonał wszystkie niezbędne wiosenne prace polowe, mogliśmy zaczynać nasadzenia!

Zanim jednak do tego doszło musieliśmy rozłożyć pasy agrowłókniny, której zadaniem było ułatwienie nam walki z chwastami, by w pierwszym roku niewielkich rozmiarów lawendy nie zostały przerośnięte przez zielsko (dodatkowo kolor czarny "zbiera" promienie słoneczne, a sama włóknina zatrzymuje wodę). Pielić miejsca przy lawendach w pierwszych miesiącach i tak musieliśmy, co łatwe nie było (... praca dla ludzi o anielskiej cierpliwości!), ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić nakładu pracy, który musielibyśmy wykonać, gdybyśmy tych pasów nie rozłożyli.

Pasów jest 31. Ich długość waha się od 98 do prawie 120 metrów (ależ to nasze pole nierówne!). Po pierwszym sezonie rozkładowi uległ jeden rząd agrowłókniny, ale lawendy zdążyły już na tyle podrosnąć, by nie stanowiło to jakiegoś większego problemu, choć na pewno estetycznie to nie wygląda.

Użyliśmy agrowłókniny o szerokości 110 cm. Mocowaliśmy ją do gruntu kołkami o długości 26 cm używanymi do tynkowania budynków. Tylko w niektórych miejscach, głównie na końcu pola, przysypywaliśmy włókninę ziemią (tam, gdzie ziemia, tam zaraz wykwitną chwasty, a jak wiadomo chwast = dodatkowa robota, a przy uprawie lawendy o chemicznym pozbywaniu się nieproszonych gości na polu nie ma mowy). Naturalnie też ziemia zaczęła przykrywać włókninę z biegiem miesięcy. Kondycja agrowłókniny na styczeń 2014 - bardziej niż zadowalająca!

Oczywiście rozkładanie agrowłókniny w ten sposób jak u nas (na środku pasa roślina) czy wykorzystanie kołków rozporowych nie jest obligatoryjne - to tylko próba ukazania naszego sposobu na uprawę lawendy. Zresztą zanim rozłożyliśmy nasze maty ściółkujące usłyszeliśmy wiele negatywnych opinii na temat agrowłókniny, że się szybko rozłoży, że chwasty i tak będą spod niej wyrastać, że to niepotrzebny kosztowny wydatek... Cóż, my nie narzekamy. U nas się sprawdza. Szczęście amatorów? :)

Dzięki zachowaniu odpowiednich odległości pomiędzy kolejnymi rzędami możemy bez problemu korzystać z glebogryzarki czy kosiarki, co jest konieczne - inaczej pole zarosłoby zielskiem. Na przykład na zdjęciu poniżej widać moje zmagania z prosówką, która po ulewnych czerwcowych deszczach dała nam popalić i rozrosła się tak, że sięgała do lawend.

Sadzonki przyjechały!

Nasze lawendy przyjechały do nas spakowane w pojedyncze doniczki w drewnianych skrzyniach. Miały po kilka centymetrów! Akurat na zdjęciu poniżej widać różne odmiany lawendy lekarskiej i hybryd, którymi obsadziłam front Lisiego Pola. Pisałam o tym już wcześniej -> KLIK

Obsadzanie lawendami Lisiego Pola trwało od czerwca do lipca. Sadzonki były przywożone w trzech turach, całość nasadzeń niecałych 5 tys. roślin trwała 10 dni i brało w nich udział ok. 8 osób.

Rosną? Rosną!

Zdjęcie porównawcze lawend z czerwca 2013 r. - tuż po posadzeniu oraz po ich zadomowieniu się na Lisim Polu i początkach pierwszego kwitnienia. Przed pierwszymi zbiorami wyrośnięte za mocno pędy zostały przycięte (głównie Hidcote rósł nierówno), a podczas lawendokosów Blue Scent został skrócony o połowę swojej wielkości, co zaowocowało pięknym rozkrzewieniem roślin w następnym miesiącu.

Zdjęcie z końca wakacji. Już nie pamiętam, czy sierpniowe czy wrześniowe, ale na pewno był to moment, w którym zabraliśmy się za powolne przygotowania lawend do przyjścia jesieni. W międzyczasie zakwitły nam pierwszy raz najpóźniej sadzone Blue Scenty, więc we wrześniu mieliśmy pełne ręce roboty! Przygotowanie lawend do zimowania głównie opierało się na zebraniu kwiatów i przycięciu roślin na kształt zbliżony do kuli.

W przypadku uprawy lawend trzeba mierzyć siły na zamiary. Nasze poletko ma niespełna pół hektara. W sezonie pracują przy lawendzie cztery osoby. Dziś wiem, że być może areał, który obsadziliśmy jest ciut za duży. Lisie Pole wymaga od nas w okresie wiosenno-jesiennym intensywnej pracy, czasem nadludzkiego wysiłku. Przycinanie, zbiory, pielenie, koszenie, obróbka lawendy... to praca w sezonie czasami po 20 h/dobę. Ale z drugiej strony kocham to, co robię i nie zamieniłabym się za żadne skarby świata! :)

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Our website is protected by DMC Firewall!