Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

... czyli o tym jak Lisy znalazły się w Wysokich Obcasach

Od zawsze lubiłam pisać. Dość szybko też zamieniłam zestaw pamiętnik plus pióro na dysk twardy i klawiaturę. Pierwszego bloga prowadziłam w czasach, w których nikt na blogowaniu nie zarabiał (... i nawet o tym nie śnił!), a odkrywanie wirtualnej rzeczywistości było fascynującym zjawiskiem. Zresztą nadal jest, lecz przez lata zdobywane umiejętności poruszania się w meandrach Internetu dziś traktuję jak pewne nabyte umiejętności z domieszką dobrej zabawy, które okazują się bardzo pomocne na co dzień przy zarządzaniu Lisim Polem, bo poza fizyczną pracą na plantacji pewną część dnia spędzam przed komputerem - obrabiam zdjęcia, tworzę dla Was tapety, odpisuję na Wasze maile, pozyskuję nowe kontakty, prowadzę fanpage, stronę i bloga mojej lawendowej firmy. Choć z regularnością wpisów tutaj mam niemały problem. ;)

W 2011 r. wzięłam pod lupę postać mojej prababci Stefanii - spróbowałam spisać wspomnienia/wyobrażenia o niej. Oto fragmenty tego, co udało mi się wyłowić z mojej pamięci:


Pamięć o Stefanii Lis rozmywa się. Wiruje wokół dwóch wspomnień - prababci groźnie unoszącej w górę laskę, by zdzielić po plecach pradziadka i jego psa oraz ogona mojej zabawki, różowej pantery, który smętnie wlókł się za mną, gdy w czarno-białej spódniczce w grochy szłam przez wieś w korowodzie pogrzebowym za trumną prababci. Na jej tle wypadam blado. Ona w moim wieku miała już trójkę dzieci, gospodarstwo do oporządzenia, męża na zesłaniu i samoloty bojowe nad głową. Dała radę. Ja nie mam męża, nie zanosi się na to, bym go miała w najbliższym czasie, a zamiast rodzić dzieci przygarniam koty...

Prababcia jest postacią nie do końca określoną. W książkach często zdarzają się bohaterowie, których trudno jednoznacznie zaklasyfikować jako dobrych. Podskórnie wiesz, że czai się w nich pierwiastek grozy. Z prababcią jest podobnie - nie można powiedzieć, że była taka kochana i już. Chciałabym pamiętać ją jako ciepłą kobietę o twarzy jak wysuszone jabłka i miękkich pomarszczonych dłoniach, ale wydaje mi się, że bliżej było jej do dowódcy sztabu kryzysowego, który tworzył grafik na najbliższy tydzień dla całej brygady. Tak, prababcia musiała zwinnie zarządzać rodziną skoro przez dom przelewali się ludzie. Wchodzili drzwiami, przysiadali na chwilę na rozkładanych łóżkach i wychodzili nad ranem do pracy. Przez trzy niewielkie pokoje przewijało się codziennie prawie dwadzieścia osób! Prababcia musiała mieć zmysł organizatora.

Wystarczy poruszyć temat jej osoby na rodzinnym spotkaniu - najpierw kobiety odpływają wzrokiem w dal, by nagle pełnym szacunku głosem opowiadać jak to Stefania nad nimi czuwała twardą ręką. Mama upiera się, że ona nadal opiekuje się rodziną, bo przychodzi do niej w snach i przestrzega przed złymi decyzjami. Chrzestny przykleił zdjęcie prababci w centralnym miejscu w ramie ze zdjęciami rodzinnymi. Rama wisi na jabłonce, pod altaną, a ci, którzy już minęli patrzą na nas z góry, gdy biesiadujemy w ogrodzie. Babcia wspomina, że czuje, jak jej mama krąży wokół domostwa i pilnuje, by babcia nie zaspała, mówiąc jej do ucha z wyrzutem: wstawaj, cholero!


Gdy przy porannej kawie, trzy lata od napisania tego tekstu, przeglądałam newsy w sieci, znalazłam informację, że Monika Redzisz, dziennikarka Wysokich Obcasów, szuka do wywiadu kobiet, które czerpią inspiracje z przeżyć swoich przodkiń. Niewiele się zastanawiając, wysłałam swój tekst z dopiskiem:

Po wielu latach wróciłam w to miejsce, w którym osiedliła się prawie 80 lat temu moja prababcia. Na stałe związałam się z ziemią, którą uprawiam i którą uprawiała również ona. Mam plantację lawendy, całą masę kwitnących na fioletowo krzewów, które roztaczają intensywny zapach wokół siebie. Jest ciężka praca, jest też zmysłowo. Za każdym razem gdy myślę – nie dam rady, wszystko mnie boli – przypominam sobie o mojej prababci Stefanii, która miała w sobie ten hart ducha, którego mnie czasami brakuje. Jest dla mnie niekończącym się źródłem siły, inspiracją, by zamiast marudzić skupić się na tym, co jest tu i teraz i przede wszystkim – nigdy się nie poddawać w walce o siebie, o swoją rodzinę i swoje marzenia.

Następnie była wymiana maili, długa video rozmowa i... efekt końcowy mogliście/możecie przeczytać na papierze Wysokich Obcasów.

Link do artykułu o inspirujących prababciach - KLIK

Lisie historie

Dla mnie to silne przeżycie móc zobaczyć pięknie wydrukowane duże zdjęcie Lisów w gazecie. Stefania pozuje z rodziną do fotografii z okazji komunii swojego syna. Nad jej głową stoi wazon z pięknie kwitnącymi hortensjami...

Równie ważny był dla mnie fakt, że w ogóle ktoś chciał wysłuchać moich rodzinnych historii, bo dla mnie przeszłość i jej znajomość zawsze miały wyjątkowe znaczenie. Mam też nadzieję, że tym wpisem rozwieję wszelkie wątpliwości związane z nazwą mojej plantacji lawendy - tak, lawenda i lisy mają, wbrew pozorom, wspólny mianownik. :)

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Our website is protected by DMC Firewall!