Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Ostatnio dużo dzieje się na Lisim...

Lawendy są coraz większe. Wymagają od nas pracy, pracy i jeszcze raz pracy. O ile w tamtym roku dawałyśmy sobie radę w trzy, tak te zbiory ruszyły z kopyta - na polu pracuje coraz więcej osób. Tworzy się bardzo fajna, lawendowa ekipa. Podsyłam Wam zdjęcie tegorocznych lawend, które nie są już zbierane do koszyków, a do drewnianych skrzyń!

Na moją plantację przyjeżdża coraz więcej osób - ostatni weekend to było istne urwanie głowy! Chciałam, by Lisie było miejscem otwartym dla ludzi, którzy chcą nacieszyć się widokiem lawendy. Powoli, powolutku udaje się ten cel zrealizować. Pojawiają się na plantacji osoby z różnych zakątków Polski. Wyjeżdżają ode mnie z uśmiechem na twarzy (... i naręczem bukietów), więc moja teoria, że spacer wśród lawend działa terapeutycznie oraz uspokajająco chyba się sprawdza. :) Cały weekend spędziła również u mnie Monika - dusza człowiek! Bardzo utalentowana dziewczyna, która wymalowała akwarelami Lisie, pozaplatała piękne wrzecionka (fusettes de lavande), do których robienia mnie brakuje cierpliwości i pozawijała ze mną lawendy na tarasie (taaak, robienie bukietów z lawendy to iście susłowa robota!). ;)

Na Lisie, wracając z zielarskiego zlotu, wpadła również Inez Herbiness, która od dłuższego czasu jest moim guru w kwestii rozpoznawania roślin i poznawania ich właściwości. Takie spotkania z ludźmi poznanymi przez internet cieszą ogromnie - wiecie, urealnienie osoby i takie tam. Inez nakręciła ze mną filmik, który możecie obejrzeć tutaj:

KLIK

Możecie na nim zobaczyć aktualną wielkość moich lawend. Porównać kolor i rozmiar bukietów świeżo ciętych i suszonych. No, i przede wszystkim - imponująco prezentujące się kocie (jak określiła je Inez) lawendy.

Na zakończenie roku szkolnego wybrała się na plantację również ekipa 3-klasistów z bieniądzickiej szkoły. Dzieci mogły same ścinać lawendę i przygotowywać bukiety. Na dniach czeka mnie również oprowadzanie po polu przedszkolaków. Czy wyobrażacie sobie lepsze miejsce na rozpoczęcie wakacji jak lawendowe pole? :)

W wolnej chwili lubię przysiąść na ławeczce z widokiem na pole. Gdybyście mogli usłyszeć to bzyczenie pszczół i całej masy innych owadów... Coś pięknego. Ostatnio śmiałam się, że idąc przez pole wśród tej bzyczącej melodii, czuję się niczym królowa pszczół, serio. ;) I chyba coś w tym jest, bo moje starania o ich pełne brzuchy zostały docenione przez Greenpeace Polska, gdyż wygrałam kolejny konkurs (wiem, wiem... mam niebywałe szczęście ostatnio!). Wysłałam zdjęcie rezydujących na lawendach owadów na pszczeli konkurs, dodałam taki opis:

Staram się pomagać pszczołom, choć to raczej intuicyjne działania - nie zbieram liści, przeznaczam część pola na łąkę, nie stosuję nieprzyjaznych naturze środków, ale przede wszystkim uprawiam dużo ziół - zarówno w ogrodzie jak i na polu. Za domem rośnie prawie 5 tys. lawend i choć zbiory przypadają na moment zanim większość kwiatów lawendy się otworzy, to część roślin (bliżej łąki) zostawiam do przekwitnięcia tak, by pszczoły mogły najeść się do woli.(...) Bzyczenie czasem słychać już z werandy. Może to bardzo skromny wkład w pomoc, ale niech przynajmniej tym lokalnym owadom żyje się dobrze.

... i okazało się, że wracam na festiwal filmowy Nowe Horyzonty! Cieszę się z karnetów ja i moja przyjaciółka, którą zabieram z sobą.

I tak na podsumowanie czerwcowego rozpoczęcia lawendowego sezonu 2014 podsyłam Wam zdjęcie mojej kocicy, która doskonale wie, do czego służy lawenda i lawendowe rękodzieło... ;)


 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Our website is protected by DMC Firewall!