Drukuj

Woreczki, zaraz po bukietach, to najpopularniejszy produkt z lawendy. Jednocześnie saszetka z suszem jest, moim zdaniem, produktem mocno ekskluzywnym.

Zacznijmy od tego, że tak naprawdę nie musimy jej mieć. Kupujemy ją, bo chcemy, bo doceniamy naturalne aromaty i moc rękodzieła. Grupa odbiorców kupująca woreczki to bardzo specyficzni klienci, a w zasadzie klientki, które znają właściwości lawendy i doceniają jej urok. 

Problematyczne woreczki

O tym, że trzeba się nakombinować przy sprzedaży woreczków, wiem po pierwszym roku prowadzenia plantacji. Na fali fascynacji, że cokolwiek zakwitło mi na polu, narobiłam masę woreczków, które następnie musiałam sprzedać. I tu pojawił się problem - sklepy, do których zwróciłam się z ofertą nie były zainteresowane wstawieniem moim woreczków u siebie. Jestem upartą osobą, więc próbowałam się dowiedzieć dlaczego. Najczęściej padająca odpowiedź brzmiała: mieliśmy już w swojej ofercie woreczki, ale one nie pachniały, nie sprzedawały się, więcej już tego produktu nie chcemy... Z takim argumentem nie idzie polemizować. Drugi powód utrudniający współpracę to propozycja zejście z ceny na tyle, że dla mnie produkcja przestawała być opłacalna. Jednym słowem: impas.

Ale, niestety, jest w tym ziarnko prawdy. Należę do grona osób, które lubią, gdy w ich szafie wiszą aromatyczne zawieszki. Zanim zaczęłam uprawiać lawendę, w mojej szafie najczęściej lądowały woreczki z płatkami róż albo jakieś sztuczne pachnidła. W końcu doszłam do wniosku, że jeśli mam mieć pachnące produkty w szafie, to niech one będą w 100% naturalne - i tak zaczęło się moje polowanie na saszetki z lawendą. Notabene były to czasy, gdy jeszcze nie miałam w planach 5 tys. lawend za domem. 

I tu przeżyłam ogromne rozczarowanie! Saszetki kupowałam w sklepach stacjonarnych oraz przez internet i, uwierzcie mi, tylko u jednej osoby za pośrednictwem serwisu Decobazaar udało mi się zamówić woreczki dokładnie takie, jakie powinny być czyli... pachnące i estetyczne. Zresztą do tej pory cieszą swoim zapachem, choć minęło już parę lat. Jasne, niezbyt intensywnym (wszak lawenda to zioło, nie cud na ziemi!), ale nadal są aromatyczne. 

Bo woreczki z lawendowym suszem właśnie takie powinny być - pachnące kilka sezonów! Na różnych platformach zakupowych dostępne są od ręki woreczki za grosze - słuchajcie, nie oczekujcie, że woreczek za 1,89 zł lub 2,50 zł będzie woreczkiem wypełnionym świeżą, tegoroczną lawendą. 

Wiem, ile pracy na naszej plantacji wkładamy w to, by susz był bardzo dobrej jakości - świeży, odpowiednio wysuszony oraz oczyszczony z pyłu i kurzu. Wiem również, jak o jakość swoich produktów dbają zaprzyjaźnione z Lisim Polem plantacje. To jest gwarancja zakupu produktu dobrej jakości.

Pamiętajcie o tym. :)

Zdobywanie doświadczenia

Grudzień to na plantacji czas podsumowań - nie tylko tych życiowych, ale przede wszystkim biznesowych. To próba szczerej konfrontacji zeszłorocznych założeń z tym, co de facto udało nam się osiągnąć.

Wiosną tego roku założyłam, że idziemy w bukiety oraz dekoracje z lawendy. Suszu staramy się robić jak najmniej (pamiętajcie, że przy takim areale jak nasz, to jak najmniej oznacza dobre kilkadziesiąt kilogramów), a woreczki szyjemy tylko na zamówienie. No, poza niewielkim zapasem dostępnym dla osób zwiedzających plantację.

12.12. to dzień, w którym na Lisim zabrakło bukietów z lawendy, a jutro wysyłam ostatni wianek-serce. 

Kilka dni temu zaczęłam zastanawiać się, co trzeba zamówić na Lisie - spersonalizowane papiery oraz taśmy klejące - tak, żeby identyfikacja wizualna naszej firmy stawała się spójna. Zaczęłam również podliczać, ile woreczków uszyliśmy w tym sezonie i... przeżyłam szok! Wyszło mi bowiem, że ponad pół tysiąca saszetek z suszem powędrowało z Lisiej pracowni w świat! Jak na marginalną produkcję w naszej pracowni myślę, że to całkiem niezły wynik.

Ok, dobra, jestem przeszczęśliwa! :)

Krótka instrukcja woreczka z lawendą tak, by cieszył nas jak najdłużej

Zacznijmy od tego, że przyzwyczailiśmy nasze nosy do baaardzo intensywnych zapachów. Cóż, wystarczy znaleźć się w niewielkim pomieszczeniu z kilkoma osobami - bach, z prawej strony atakuje nas Armani, pach, z lewej dostajemy po nosie jakąś korzenną nutą... Musi wokół nas pachnieć coraz mocniej, byśmy w ogóle poczuli zapach. Podobnie jest z odświeżaczami - kto kiedykolwiek używał tych sztucznych odświeżaczy w żelu ten wie, o czym mówię. Zapach lasy do potęgi n-tej! Proces przechodzenia do doceniania naturalnych aromatów nie nastąpi w trzy minuty. U mnie trochę to trwało, by znów zacząć odczuwać te wszystkie subtelne naturalne aromaty.

Tak, jak pisałam wcześniej - lawenda jest ziółkiem i reaguje na dotyk oraz ciepło. Dobrze jest więc co jakiś czas wytarmosić woreczki, które macie - tym działaniem sprawicie, że aromat łatwiej będzie się rozchodził po pomieszczeniu. Druga sprawa - jeden woreczek w szafie to za mało. Jeśli chcecie się cieszyć lawendowym zapachem na półkach, najlepiej jest mieć po kilka woreczków na szafę. 

Gdzie jeszcze, poza szafą, woreczki z suszem znajdują zastosowanie? W aucie - sprawdza się opcja podwieszenia woreczka przy lusterku na przedniej szybie. Woreczek sobie swobodnie dynda, ogrzewają go promienie słoneczne - pachnie - testowałam, daję gwarancję. W damskiej torebce, w szufladach biurka w miejscu pracy - chwila przerwy na sztachnięcie się lawendą ;), w bieliźniarce, w kuchni (jedna z moich klientek powiedziała mi, że odstraszyła z kuchni mole spożywcze dzięki woreczkom), w walizkach podróżnych.

Oj, i gdzie jeszcze? Sama nie wiem... Może Wy mi powiecie? :)

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd