Drukuj
podkładka pod świecę

Zacznijmy od tego, że jeszcze dwa lata temu nawet nie mi się nie śniło, że zajmę się zawijaniem wianków. Nie mam porywających zdolności manualnych - w młodości trochę malowałam i wyszywałam, ale nigdy ze specjalnym zacięciem... W pewnym momencie po prostu przestałam cokolwiek tworzyć i przez wiele lat do tego tematu nie wracałam. Gdy przyszedł czas pierwszych zbiorów na Lisim, przyznam się Wam, że tak naprawdę nie miałam pojęcia, co zrobić z tą lawendą... Początkowo myślałam, że sprzedam susz hurtowo i będzie z głowy. ;) Szybko okazało się, że sprzedaż suszu w polskich realiach (mamy chyba najtańszy susz w Europie) jest po prostu nieopłacalna.

Moje pierwsze próby wiankowania przyniosły opłakane rezultaty w postaci jajowatych, pokracznych form, ale ich tworzenie sprawiło mi taką frajdę, że postanowiłam odrobić pracę domową i na drugi rok zabrać się na poważnie za ich zawijanie. Przede wszystkim obejrzałam różne wiankowe tutoriale dostępne w sieci, które później zmodyfikowałam po swojemu tak, by łatwo mi się pracowało. Moim faworytem jest ten, na którym pan w sześć minut tworzy imponujący wieniec z lawandyny:

Następnie zaczęłam zawijać, zawijać i jeszcze raz zawijać, bo i w tym przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie, że praktyka czyni mistrza. Bardzo szybko okazało się, że czynność, która wydawała mi się początkowo nudna i monotonna stała się dla mnie wyzwaniem, próbą nadania materiałowi konkretnej formy, co nie zawsze jest łatwe... Nagle zrozumiałam, o co tak naprawdę chodziło tym wszystkim rzeźbiarzom, którzy w swoich notatkach pisali, że toczą walkę z materiałem o efekt końcowy - wiecie, na zasadzie - czy z tego bloku alabastru uda mi się wydobyć postać Danaidy czy jednak skała pozostanie skałą? Mocno upraszczam, pewnie, ale wydaje mi się, że w przypadku lawendy jest podobnie - przed sobą mam kilkadziesiąt bukietów i tylko ode mnie zależy, czy uda mi się stworzyć pożądany kształt czyli harmonijną, proporcjonalną całość czy wyjdzie mi gniot  nie do naprawiania...

Materiału na wianki w drugim sezonie uprawy miałam w bród! Przestałyśmy się z lawendami Blue Scent lubić - oj, jakaż to upierdliwa odmiana w uprawie! Wiem, wiem. Na początku mocno je zachwalałam, byłam zafascynowana ich szybkim przyrostem i ogromem kwiatów, ale ten rok uprawy pokazał, jak bardzo ciężko nad nimi zapanować. Rosną nieregularnie, rozkładają się na boki, dają tysiące krótkich łodyżek, których inaczej niż na susz (... lub wianki) nie da się wykorzystać. Może to nasz błąd, że współpraca z nimi idzie tak opornie, a może taka to już cecha tej odmiany... Nie wiem. W wakacje odwiedziła nas Ewelina z Lawendowego Ogrodu, która ma zdecydowanie większe doświadczenie w uprawie lawendy od nas i mówiła nam, że jej Blue Scenty wyglądają podobnie do naszych i są równie oporne.

Zawijanie rozpoczęłam od podkładów na kole. Wianki robię tylko i wyłącznie z suszonej lawendy. Na niej pracuje się ciężej, gdyż nie jest tak plastyczna jak ta świeżo cięta. Ja jednak wolę się odrobinę nagimnastykować, ale po zakończonej pracy od razu widzieć efekt końcowy. W przypadku wianków ze świeżej lawendy jest on trudny do przewidzenia - lawenda się kurczy, może zbutwieć, trzeba poprawiać drucik i tak dalej. Natomiast wianek z suszonej lawendy może od razu może trafić do nowego domu.

Często pytacie mnie o wytrzymałość takiego wianka - lawenda zerwana w odpowiednim momencie kwitnienia i zasuszona w optymalnych warunkach nie ma prawa się osypywać. Jest dość elastyczna i nie łamie się. Inaczej będzie zachowywał się wieniec wiszący na drzwiach zewnętrznych (chłonie wilgoć) od tego, który macie w pomieszczeniu. Ten zewnętrzny najpewniej po zimie trzeba będzie wymienić, natomiast ten we wnętrzach zastąpić nowym, gdy się zakurzy albo ktoś na niego nadepnie. ;)

Wianek na kole trudno jest wykończyć. Gdy robisz go ze świeżej lawendy, wystarczy ostatnią porcję roślin schować pod gałązki i obwiązać drucikiem. Tu taka sprawa prosta nie jest - aż tak mocno nie wygniesz bukietu z suszonej lawendy. Dlatego też zaczęłam kombinować z innymi kształtami podkładów oraz sposobami wykończenia całości. Tak zaczęłam robić lawendowe serca oraz podkładki pod świece. Uwielbiam je i pracę przy nich! Dają całą masę możliwości dekoracyjnych. 

moje pierwsze lawendowe serducho

Rodzaje podkładów

W pracy stosuję chyba wszystkie rodzaje podkładów. Oto małe podsumowanie:

Udanego weekendu!

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!