Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

Warsztat na wagę złota

Ilustrowana mapa Prowansji dla House&Garden Magazine 2014 Lianne Harrison.

Ostatnio po powrocie z pracy Rafał rzucił niebezpieczne zdanie - ej, mam niewykorzystany tydzień urlopu za tamten rok... To jedno zdanie wystarczyło, bym po cichutku zaczęła zastanawiać się, jak by tu nadszarpnąć nasz domowy budżet. ;)

Odpowiedź przyszła sama kilku dni później - drogą mailową dostałam informację o tanich lotach do Marsylii. W kolejnej chwili już rezerwowałam dwa miejsca w samolocie. Decyzja zapadła - lecimy!

Na przełomie marca i kwietnia wreszcie odwiedzę Prowansję!

W niedzielę późnym wieczorem lądujemy w Marsylii, następnie mamy dwa pełne dni na zwiedzanie i w środę wczesnym rankiem wracamy do Warszawy. Zwiedzenie lawendowych farm w dwa dni? Zadanie karkołomne... Dlatego też postanowiłam usiąść przed Google Maps i wyznaczyć w miarę sensowną trasę wycieczki. Oto wstępny plan:

Wieczorem wsiadamy w wypożyczonego Fiata 500 (aaa!) i z Marsylii kierujemy się prosto do Aix-en-Provence. W tej okolicy planujemy poszukać pierwszego noclegu. Rano ruszamy na lawendowy szlak - wycieczkę zaczynamy od Valensole (lawendowego zagłębia). Następnie kierujemy się w stronę Awinionu - objeżdżamy Manosque i Mane. W planach jest zwiedzanie fabryki L'Occitane oraz spacer po ogrodach Muzeum Salagon. Kolejny krok to spacer po ziołowej dolinie Aubenes-les-Alpes. Stamtąd jedziemy prosto do Roussillon - miasta ochry - gdzie już udało mi się znaleźć fenomenalny nocleg w Lou Amourie. To moja największa fanaberia tego wyjazdu, ale gdy zobaczyłam zdjęcia wnętrza oraz otoczenia pensjonatu aż sobie głośno westchnęłam... Jest bajeczny. Nie było odwrotu - śpimy tam. Kropka. ;)

Zdjęcie ogrodu:

Zdjęcie WANNY (kto czytał wcześniejszy post, ten zna moją słabość do kąpieli):

Z Roussillon następnego dnia wracamy do Marsylii. Planujemy omijać główne drogi i jechać tymi lokalnymi, by choć odrobinę poczuć klimat małych prowansalskich miasteczek. 

I teraz tak: pierwszy nocleg planujemy w okolicach Aix-en-Provence, ostatni natomiast w Marsylii.

Może polecicie mi jakieś ciekawe miejsca noclegowe?

Kolejna sprawa: lecimy do Prowansji poza sezonem. Przełom marca i kwietnia to czas, gdy lawendy powoli budzą się z zimowego snu. Może te we Francji zaczną się już zielenić? Z pewnością ominie nas podziwianie widoku fioletowych łanów. Jednak nie przejmuję się tym faktem - myślę, że ten wyjazd i tak będzie bardzo owocny.

Najprawdopodobniej lawendowe pola podczas naszej wizyty będą wyglądać właśnie tak:

Osoby, które nie chciałyby ominąć takich wrażeń, powinny wybrać termin wyjazdu na początku lata. Ja w tym okresie muszę być na swojej plantacji - przełom czerwca i lipca to także u nas czas zbiorów i moment, w którym Lisie wygląda zdecydowanie najpiękniej. 

Zdjęcia via Pinterest oraz Pascal Duvet Photographie

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Komentarze   

+1 #1 Aga 2015-01-20 11:59
umarłam z wrażenia na te zdjęcia! przepiękne! powodzenia na urlopie!
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Our website is protected by DMC Firewall!