Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

Warsztat na wagę złota

 

Często w wiadomościach od Was pada pytanie - czy zajmujesz się tylko lawendą?

Otóż nie. :) 


Praca przy uprawie lawendy jest zajęciem sezonowym i jedynie w okresie największego obciążenia związanego ze zbiorami nie mam czasu, by nawet pomyśleć o czymkolwiek innym niż pole. Najintensywniejszy okres prac przypada od czerwca do września. Wtedy skupiam się tylko i wyłącznie na sprawach związanych z lawendą. W pozostałych miesiącach mam czas, by zająć się również innymi projektami. I pisaniem bloga... ;)

 

Gdy ja wkręcałam się w pomysł otworzenia plantacji i ostatecznie podjęłam się jego realizacji, moja Mama również postanowiła zrewolucjonizować swoje życie i... zdobyć uprawnienia mediatora. Obie więc wkraczałyśmy równoległe na zupełnie nieznane nam tereny. Oczywiste dla mnie było, że w wolnych chwilach będę jej pomagać przy promocji mediacji. Sama idea pozasądowego szukania rozwiązań sporów jest mi bliska - uważam, iż zamiast skupiać się na konflikcie i go niepotrzebnie zaostrzać, lepiej skoncentrować się na kreatywnych rozwiązaniach

 

Od razu odpowiadam - nie, nie jestem mediatorką. W Stowarzyszeniu Mediatorów Cywilnych działają cztery fantastyczne kobiety mediatorki - moja Mama, Joasia, Grażyna oraz Anna Ja jestem jedynie dobrym duszkiem stowarzyszenia - tu pomogę przy organizacji konferencji lub problemach technicznych, tam zrobię korektę tekstu do publikacji lub przygotuję prezentację do wystąpienia. To zajęcie jest dla mnie przyjemną odskocznią od pracy z roślinami. 

 

Pamiętam początki działań SMC (skrót od Stowarzyszenie Mediatorów Cywilnych) - wkraczanie w zupełnie nowe rejony bywa ekscytujące oraz jednocześnie mocno stresujące. Tym bardziej, że na terenie Wielunia i okolic nikt wcześniej nie działał w tym temacie. Wielokrotnie odnosiłyśmy wrażenie, że napotykana bariera jest nie do przejścia. Murbeton, bijzabij, niedasię. Ale potem było już z górki - ludzie zaczęli zauważać, że lepiej samemu podsunąć rozwiązanie konfliktu niż liczyć na odgórne jego rozstrzygnięcie, niekoniecznie z korzyścią dla którejkolwiek strony.

 

Znacie casus pomarańczy?

Ojciec ma dwie córki. Każda z nich chce pomarańczę, ale ojciec ma tylko jeden owoc. Rozstrzyga więc, że przedzieli pomarańczę na pół i każda z dziewczynek dostanie swoją połówkę. Okazuje się jednak, że żadna z nich nie jest zadowolona z tego rozwiązania, gdyż jedna potrzebowała cały miąższ pomarańczy, a druga jedynie skórkę.

Dla mnie jest to kwintesencja mediacji - bez dostrzeżenia potrzeb drugiej strony nie ma szans na kompromis.

 

SMC ma na swoim koncie kilka całkiem niezłych osiągnięć tj. organizacja budzących spore zainteresowanie konferencji i szkoleń z zakresu mediacji na terenie całej Polski oraz cykl wystąpień w mediach. Tu wyjątkowo szeroki i szczery uśmiech przesyłam Alinie Frejusz, dziennikarce z lokalnego Radia Ziemi Wieluńskiej, która prowadzi na antenie audycję Zielone światło dla mediacji.

Jeśli chcecie posłuchać wypowiedzi dziewczyn z SMC, wystarczy kliknąć TUTAJ

 

A jak połączyć temat lawendy i mediacji?

Zapraszam Was do lektury artykułu napisanego przez zaprzyjaźnione z Lisim Polem mediatorki. 

 

 

Kim jest mediator?

I co ma wspólnego z lawendą?

 

Odpowiadając krótko na pierwsze pytanie – mediator jest neutralną osobą trzecią, która pomaga zwaśnionym stronom  samodzielnie rozwiązać konflikt – bez udziału sądów czy innych instytucji orzekających. W obecności mediatora można rozwiązywać konflikty bardzo różnego rodzaju – rodzinne, sąsiedzkie, szkolne, pracownicze, gospodarcze a nawet karne.

 

Do mediatora można przyjść i szukać rozwiązania konfliktu w sprawie dotyczącej np. korzystania ze wspólnego parkingu przez mieszkańców jednego bloku, w sprawie zniszczenia upraw przez sąsiada z powodu stosowania agresywnych środków chwastobójczych albo przez zwierzęta leśne (w tej sytuacji drugą stroną jest właściwe terytorialnie koło łowieckie), w sprawie braku zapłaty za towar dostarczony kontrahentowi, podziału majątku byłych małżonków, w skład którego wchodzi np. plantacja lawendy i w wielu, wielu innych.

 

Wypracowana w trakcie mediacji przez strony ugoda, po zatwierdzeniu jej przez właściwy sąd, ma taką samą moc jak ugoda sądowa, a nie jest narzuconym rozwiązaniem, bo na jej treść wyrażają zgodę obie strony. Spectrum możliwości rozwiązania konfliktu przed mediatorem jest znacznie większe niż to co oferuje sąd, gdzie zawsze ktoś jest wygrany, a ktoś przegrany. 

 

Mediacji nie ma stron przegranych, używa się formuły – „wygrany- wygrany”.

 

Przyjrzyjmy się możliwym rozwiązaniom konfliktu związanego ze zniszczeniem plantacji lawendy przez sąsiada opryskującego swoje pole środkami chwastobójczymi, które wiatr przeniósł na lawendę. Możliwe w tej sprawie orzeczenia sądowe to zasądzenie żądanej kwoty odszkodowania, po uprzedniej opinii biegłego albo też brak odszkodowania jeśli nie będzie związku pomiędzy szkodą a opryskami.

 

I tak w każdej z tych sytuacji jedna strona jest wygrana, druga przegrana, są dodatkowe koszty, w gruzach pewnie też legną dobrosąsiedzkie relacje. Rozwiązując ten spór przed mediatorem, możemy spokojnie porozmawiać, przedstawić swoje racje i przyjąć np. takie rozwiązanie: sąsiad na własny koszt dokona nasadzeń brakujących sadzonek, natomiast żeby zrekompensować straty wynikające z tego, że nowe sadzonki nie będą przynosić dochodu zanim nie podrosną – użycza plantatorowi miejsca na suszenie pozostałej części lawendy w swoim budynku gospodarczym, z którego już nie korzysta.

Szkoda naprawiona, jest współpraca i szansa na dobre relacje, a koszty mediacji są niższe niż koszty postępowania sądowego.

 

 

W mediacji poza szukaniem rozwiązania w kwestiach merytorycznych jest miejsce na umiejętnie zarządzane emocje. Skonfliktowane strony często nie potrafią nazwać swoich potrzeb i ważnych interesów właśnie ze względu na silne emocje w jakich pozostają. Z kolei pominięcie, nienazwanie ich, niewypowiedzenie przez strony konfliktu będzie blokadą w poszukiwaniu  rzeczowych  rozwiązań.

Spośród wielu narzędzi  proceduralnych, jakimi dysponuje w tych sytuacjach mediator, są też te które dotyczą organizacji miejsca, w którym odbywa się mediacja.

Mecenas Maciej Bobrowicz – guru mediacji w Polsce, powołując się na eksperyment prof. Alexandra Schaussa, zadaje pytanie czy sale, w których prowadzi się mediacje nie powinny być malowane na… różowo?

 

Prof. Alexander Schauss w 1979 roku w Orthomolecular Psychiatry opublikował artykuł, w którym przedstawił efekty swoich eksperymentów. Podczas pierwszego badania 153 mężczyzn wpatrywało się w planszę koloru różowego, po 1 minucie sprawiali wrażenie osłabionych. Drugie doświadczenie Schaussa było jeszcze ciekawsze: 38 mężczyzn ściskało dynamometr – po wpatrywaniu się w kolor różowy robili to znacznie słabiej.

Schauss zaproponował więc, by więźniów szczególnie kłopotliwych umieszczać w różowych celach. Przez siedem miesięcy w jednym z więzień strażnicy obserwowali osadzonych w różowych celach – nie zanotowano ani jednego aktu przemocy.
W rezultacie inne amerykańskie zakłady karne również zaczęły malować cele na różowy kolor.

 

Nie tylko kolor ścian pomieszczenia może wpływać kojąco na emocje uczestników mediacji –  lawenda jest znanym środkiem ułatwiającym zrelaksowanie się już od czasów antycznych.

 

W lawendzie uspokaja piękny kolor jej kwiatów, ale także zapach.

Bukiety z lawendy oraz woreczki z lawendowym suszem są wyjątkową ozdobą pomieszczenia, a lekko poruszone zaczną wydzielać uspokajający aromat nawet bardzo rozemocjonowanych klientów kancelarii mediacyjnych.

 

Lawenda jest rośliną bardzo popularną w Anglii, a Anglicy wszak znani są ze swojego opanowania i nieulegania nagłym porywom emocji. Kto wie – może to właśnie lawenda ma w tym swój udział?

 

Wracając do pytania – co ma lawenda do mediatora? Jest to relacja wzajemna i dwutorowa. Każdy plantator może trafić do mediacji, a lawenda z jej właściwościami może przydać się w pracy mediatora. Naszemu Stowarzyszeniu Mediatorów Cywilnych, dla przykładu, lawenda towarzyszy również na konferencjach.

 

Naczelna zasada rozwiązywania konfliktów w drodze mediacji to współpraca uczestników w poszukiwaniu twórczych rozwiązań. Współpracować zawsze warto. Poszukiwanie płaszczyzny do współpracy między osobami, które zajmują się rzeczami z pozoru odległymi i wydawałoby się niepozostającymi w żadnej ze sobą relacji, zawsze daje nieoczekiwane rezultaty – tak, jak w przypadku połączenia mediacji i lawendy.

 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Our website is protected by DMC Firewall!