Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

widok na ogródki Sępolna

Grono swoich przyjaciół zostawiłam we Wrocławiu. Szczególnie mocno ich brak dawało się odczuć w jesienne wieczory. Czasem podczas naszych internetowych rozmów pada pytanie - ej, a nie tęsknisz za Wrocławiem? 

Hm, często myślę o swoim mieszkanku na Sępolnie. O jego funkcjonalnym układzie, o promieniach zachodzącego słońca wdzierających się do salonu oraz o wiekowej drewnianej podłodze i dzwonach kościelnych, które wyznaczały rytm dnia czy tego chcieliśmy czy nie... Uwielbiałam mieszkać w tej dzielnicy - spacerować w labiryncie mikro ogródków, w których wylegiwały się puszyste i szczęśliwe koty, po zbyt wąskich uliczkach, bo przecież kto mógł przewidzieć, że w przyszłości każdy będzie mieć samochód? Doceniałam bliskość Parku Szczytnickiego z alejami intensywnie kwitnących rododendronów, dobrze oznaczone ścieżki rowerowe, które pozwalały dostać się w parę minut na plażę przy zoo, organizowane przy Hali Stulecia targi staroci oraz lodowisko na pergoli.

Ale czy chciałabym tam wrócić? Już, teraz? Nie, na pewno nie, ale dobrze jest mieć świadomość, że ta wrocławska alternatywa istnieje i daje poczucie bezpieczeństwa. 

Sępolno o zachodzie słońca

Myślałam, że do Wrocławia będę zaglądać co chwilę. Tak nie jest... Odwiedzam przyjaciół i to miasto mniej więcej co pół roku - jesienią i wiosną. Latem nie mam czasu na jakiekolwiek koleżeńskie wypady, a zimą najzwyczajniej w świecie nie chce mi się tułać po zamarzniętych drogach. Dodatkowo dochodzi aspekt finansowy - paliwo, jedna kawka, bubble tea, druga kawka, ciastko, dobry obiad, zakupy (... bo nagle doznaję olśnienia, że przecież mogę kupić to, czego nie udaje mi się dostać w Wieluniu)  - i wracam do domu z wyrzutami sumienia, że w jeden dzień wydałam tyle, ile w ciągu dwóch tygodnie idzie na nasze zapasy żywieniowe. Wracam z poczuciem winy i przekonaniem, że jestem konsumpcyjnym oszołomem. ;)

Niedawno właśnie wybrałam się w takie jednodniowe odwiedziny. Na mapę znanych mi miejsc ciągle i ciągle nakładają się nowe. Miejsca, które były mi niegdyś bliskie po prostu znikają z miejskiej przestrzeni. Mam wrażenie, że już tylko Mleczarnia stoi niewzruszona otaczającymi ją przemianami.

Staram się również na nowo odkrywać Wrocław z perspektywy turystki. Tak znalazłam, jadąc na ślub przyjaciół, hotel Vincent z apartamentami nazwanymi na cześć dolnośląskich artystów. Nam przypadło nocować w studio imienia Ericha Kubierschkyego.

widok na taras jednego z apartamentów hotelu Vincent

Ale czasem nachodzi mnie taka ogromna potrzeba wyrwania się z codzienności! Chyba każdy z nas tak ma, prawda? Żeby spakować walizkę, poczuć powiew świeżości, zrelaksować się i naładować akumulatory. Dlatego też po przeprowadzce do Bieniądzic zaczęłam tworzyć mapę swoich nowych miejsc, które niewielkim nakładem finansowym i czasowym pozwoliłyby mi na totalny restart. Dziś chciałabym przybliżyć Wam jedno z nich i pokazać, że nasz rejon jest całkiem fajny, szczególnie dla takich ceniących prywatność freaków jak ja! :)

Dla mnie od zawsze bardzo istotne jest poczucie prywatności i pewna codzienna intymność - dbanie o rytuały, celebrowanie rzeczywistości, cisza. Naturalnie więc na odpoczynek wybieram miejsca spokojne, wręcz odludne, bez stania w kolejce po jajecznicę na śniadanie. Gdy mam do wyboru hałaśliwy aquapark czy balię w lesie zawsze wybiorę to drugie. 

I tak na tropie poszukiwań miejsca w okolicy, które odpowiadałoby moim gustom, wpadła mi w ręce ulotka Osady Norda. Bardzo szybko opcja wynajęcia na kilka godzin dołu stodoły, w której mieści się jacuzzi i sauna stała się moją ulubioną formą relaksu. Staram się odwiedzać to miejsce systematycznie, raz na jakiś czas, ale nie za często, by mi nie spowszechniało.

fot. Spa w Osadzie Osjaków 

Osada Osjaków to jedno z tych miejsc, które mam wrażenie, uprawiają partyzancką turystykę dla wtajemniczonych. Wiecie, bez miliona drogowskazów - skręć tu, już za 100 metrów jesteście, jeszcze kilka kroków, WITAMY! Bez nachalnej reklamy typu: rabaty 70% przy zamówieniu wizyty dla pięciu, czwarty za pół darmo, a dziecko za free, tylko do piątego kwietnia, oferta ważna po okazaniu SMS lub wydrukowaniu kodu rabatowego.

Jakby właściciele Nordy wychodzili z założenia - kto chce, ten nas znajdzie, a jak już znajdzie, to na pewno się nie rozczaruje. Mnie ta nienachalna idea promocji i odpoczynku jest bardzo bliska. Wychodzę z podobnego założenia jeśli chodzi o wizyty na Lisim. :)

Miejsce położone jest w lesie za Osjakowem (jakieś pół godziny drogi od Lisiego), brama wjazdowa zamknięta - masz świadomość, że żaden nieproszony gość nie będzie się krzątał po obejściu. Dzwonisz domofonem, brama się otwiera, wjeżdżasz na podwórko, witają cię psy berneńskie, rozglądasz się wokół i widzisz skrajnie nietypowe jak na polskie warunki miejsce - domki surowe, drewniane, proste, dominuje skandynawski klimat, imponujący minimalizm.  

Nie miałam jeszcze okazji spać w Osadzie Osjaków. Zawsze wybieramy opcję wynajęcia parteru stodoły, w którym mieści się spa - do naszej dyspozycji jest szatnia, łazienka, sauna, pomieszczenie do polewania i relaksu oraz wielkie jacuzzi. Przekręcamy klucz w zamku i przez najbliższe dwie/trzy godziny nie ma nas dla świata. Przez oszkloną ścianę, zanim zaparuje, widać las, gdy jest ciepło - można wystawić leżaki na drewniany taras i rozkoszować się bliskością natury. Mnie nic więcej nie trzeba. ;)

To miejsce jest mi bliskie z jeszcze jednego powodu - wykonywałam dekoracje na lipcowy, bardzo kameralny ślub, który odbywał się w Osadzie. Kilka zdjęć poniżej:

W drodze powrotnej zahaczamy o restaurację na stacji bp Osjaków, która serwuje bardzo dobre posiłki w przyjemnych dla oka wnętrzach. Jest to zdecydowanie najfajniejszą stacją paliw w Polsce! 

fot. wnętrze restauracji bp Osjaków

Idealna opcja na piątkowy wieczór. Ja się zawsze czuję po powrocie tak, jakbym wróciła z dalekich wakacji.

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is a Joomla Security extension!