Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Wróciliśmy z Prowansji już prawie tydzień temu, ale zanim zabrałam się za pisanie, musiałam wszystko jeszcze raz poprzeżywać, powspominać i poukładać sobie w głowie. :) Postanowiłam stworzyć cykl wpisów. Ten dzisiejszy będzie o samych lawendowych polach, w kolejnych mam zamiar opisać, jak zorganizować taki samodzielny wyjazd do Prowansji, co, poza lawendowymi polami, jeszcze zobaczyć i przekonać Was, że w ciągu dwóch dni można zwiedzić naprawdę dużo!

Przed wylotem kilkakrotnie usłyszałam pytanie - ale po co lecieć do Prowansji poza sezonem? Już śpieszę z wyjaśnieniami - mnie na widoku morza fioletowo kwitnących lawend wcale nie zależało.

Jest to jeden z najpiękniejszych naturalnych obrazów na świecie - to pewne, ale w sezonie mam taki widok gdy wstaję z łóżka i zerkam przez okno - Lisie pięknie kwitnie latem, w mikroskali oczywiście, ale nadal pięknie. Statystycznie można przyjąć, że okres kwitnienia lawend przypada na czas od czerwca do września - są to więc cztery miesiące fioletu. Cztery z dwunastu. Dla mnie naturalne więc jest, że przez większość roku pole swoim wyglądem przypomina stalowe konstrukcje, rzędy grafitu. I przyznam się, że ten krajobraz działa na mnie równie kojąco, co kołyszące się lawendowe łodygi w lipcu. :)

Jadąc do Prowansji, wybierałam się na mały rekonesans - to właśnie poza sezonem najlepiej poznać ich kształt, układy, odstępy między rzędami i samymi roślinami. Mogłam również podejrzeć, jak rośliny wyglądają po zimie, porównać ich kondycję z lisimi lawendami. Na szczęście po powrocie do domu przywitały nas pierwsze zielone przyrosty. :)

Przełom marca i kwietnia to także moment, w którym ruszają pierwsze prace polowe - miałam więc okazję podejrzeć obsadzanie nowych pól, porządkowanie międzyrzędzi (bo nie w każdym miejscu uprawy wyglądają tak, jak na zdjęciu powyżej - Francuzi również walczą z chwastem - jakie to pocieszające!), a także zaorywanie całych pól lawend i winorośli. Zdecydowanie obserwowanie jak maszyna równa z ziemią całe plantacje oraz winnice nie należy do najprzyjemniejszych... Równie niepokojące wrażenie sprawiały powyrywane i połamane lawendy, które widzieliśmy w całej okolicy Valensole.

Nadal zastanawiam się, co spowodowało takie szkody - wiatr (w Polsce mamy wschodnie lodowate i szkodzące lawendzie wiatry, w Prowansji jest porywisty mistral, który potrafi narobić szkód plantatorom), a może złośliwi sąsiedzi lub turyści? Faktem jest, że poza Valensole podobnych lawend nie spotkaliśmy. 

Plan podróży dzień pierwszy

W tym wpisie chciałabym pominąć zwiedzanie miast prowansalskich, na którym skupie się w oddzielnym poście, a dziś całą uwagę koncentruję na lawendowych polach. 

W Marsylii wylądowaliśmy późnym wieczorem. Z lotniska wypożyczonym samochodem od razu udaliśmy się do Aix-en-Provence, z którego następnego dnia rano, po objeździe starego miasta (okolice Cours Mirabeau), przejechaliśmy w bardziej spokojny region - prosto do jednego z lawendowych zagłębi Prowansji czyli w okolice Valensole

Już w Valensole pojawiła się jedna z kwestii, której szczerze mówiąc nie brałam pod uwagę przed wylotem... Chodzi mianowicie o to, że poza sezonem większość lawendowych butików/farm jest zamknięta. Zjeżdżając w jedną z bocznych uliczek, za drogowskazem miel w poszukiwaniu lawendowego miodu dla znajomych zostaliśmy poinformowani, że poza sezonem jest to teren prywatny i teraz miodu nie kupimy. Podobnie sprawa wyglądała ze sklepem przy plantacji Lavandes Angelvin, który czynny jest tylko w lipcu i sierpniu. Co prawda po powrocie doczytałam na ich stronie, że można zadzwonić i umówić się na wizytę przez cały rok, ale podczas pobytu w Prowansji zamknięte drzwi były dla nas znakiem, że zamiast skupiać się na indywidualnych wizytach u plantatorów, lepiej skoncentrować się na drodze i tym, gdzie nas ona zaprowadzi. W końcu przyjechaliśmy tylko na dwa dni...

Podobnie jest w przypadku zwiedzania fabryki L'Occitane, którą poza sezonem można zwiedzać tylko grupowo po wcześniejszym ustaleniu terminu (okolice Manosque).

Odwiedziny w mieście Valensole tylko utwierdziły nas w przekonaniu, by darować sobie tropienie lawendowych souvenirów, a skupić się na ładowaniu akumulatorów i chłonięciu tej spokojnej atmosfery niewielkich prowansalskich miasteczek. Plus tej decyzji był taki, że to, co mieliśmy wydać na zakupy, zostało nam na paliwo, dzięki czemu zrobiliśmy prawie dwa razy dłuższą trasę od planowanej. 

W okolicy Valensole głównie uprawia się lawandyny. Są to hybrydy gatunków lawendy wąskolistnej oraz szerokolistnej, które zostały wyhodowane w XX w. po to, by dawać jak największy plon. Wiecie, do upraw przemysłowych, na szeroką skalę, dla koncernów chemicznych. Warto pamiętać, że olejek z lawandyny, który pachnie mocno kamforą, jest tańszy i mniej szlachetny od tego, który powstał z lawendy lekarskiej. Charakterystyczne dla Prowansji jest to, że hybrydy zbierane są obecnie mechanicznie, co widać właśnie po sezonie - dzięki pozostawionym, ściętym pod linijkę łodygom (jak na zdjęciu poniżej). Do destylacji zbierane są same kwiaty.

Należy pamiętać, że Prowansja to teren górzysty. Opisywane przeze mnie Valensole to miejscowość leżąca w departamencie Alpy Górnej Prowansji na pograniczu z masywem Luberon. Ukształtowanie terenu ma ogromne znaczenie w kwestii uprawy lawendy oraz lawandyny. Ta pierwsza, nadal zbierana ręcznie (!), rośnie na wysokościach powyżej 800 metrów, natomiast ta druga poniżej.

Opuszczamy Valensole i kierujemy się w stronę Awinionu zgodnie z wytycznymi znalezionymi w internecie na temat routes de lavande. Poniżej wrzucam grafikę przedstawiającą kwitnienie roślin na szlaku. Jak sami widzicie - nam udało się zobaczyć jedynie niewielki skrawek lawendowej przestrzeni.

http://www.moveyouralps.com/fr

Jadąc w stronę Manosque oraz Mane co chwilę pojawiają się przed nami kolejne plantacje. Nie są już tak imponujących rozmiarów jak te w okolicach Valensole. Wielkością przypominają Lisie. Od kilku do kilkudziesięciu rzędów lawend rosnących przy domostwach. Często w połączeniu z uprawą winorośli, sadami i gajami oliwnymi.

Wyrastają jak grzyby po deszczu wzdłuż całej drogi - niektóre są tak zarośnięte, że praktycznie dopiero po zwolnieniu lub zatrzymaniu auta udaje się stwierdzić - tak, tam rośnie lawenda. Inne są wycacane, wychuchane jak cukiereczki.

Jadąc do Aubenas-les-Alpes trafiamy przed wjazdem do jednego z miast na wyjątkowo malowniczą plantację - wiatrak na wzniesieniu, drzewo pośrodku tworzące klimat, który chcemy uwiecznić. Wychodzę z auta i na spontanie powstaje zdjęcie, które jest dla mnie wyjątkowo ważne. Wiecie, Lisie się rozwija, wytęskniona podróż do Prowansji, 7. miejsce w plebiscycie Dziennika Łódzkiego - przerwa na oddech, podsumowanie... Chwilo trwaj!

Widok ze wzniesienia, na którym leży Aubenas-les-Alpes na gigantyczne pola uprawne. Plantacje z samolotu nadal wyglądają na fioletowe! Tuż przed lądowaniem w Marsylii, gdy z lotu ptaka zaczęły się ukazywać pola lawendy, pomyślałam - nie może być! one kwitną o tej porze?!

Plan podróży dzień drugi

Pierwszego dnia zwiedzanie zakończyliśmy w okolicach Gargas, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w do bólu prowansalskim maison o nazwie Lou Amourie. Drugi dzień z kolei to czas innej mojej zajawki - ochry - skały, która od tysiącleci służy jako pigment malarski. A masyw Luberon i okolice Roussillon słyną z ochrowych odkrywek. Wybraliśmy się więc w okolice miejscowości Rustrel, u podnóża której sfotografowaliśmy takie oto pole lawendy:

I uchwycone jeszcze jedno, już w drodze do kamieniołomów Le Colorado Provençal de Rustrel:

Ostatnie pole lawendy, które chciałabym Wam pokazać znajdowało się za miejscowością Lourmarin przy drodze do Cassis i zachwycało swym ogromem! Zresztą sami popatrzcie - fotografowałam je z daleka, ale nie macie wrażenia, że widać fiolet? 

Im bliżej morza byliśmy, tym coraz widoczniej na naszej trasie winnice wypierały pola lawendy. To, czego zupełnie nie planowaliśmy podczas pobytu to przejazd trasą klifów w okolicach Cassis i spędzone popołudnie na pustej plaży w La Ciotat, ale o tym następnym razem! :)

 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Komentarze   

+1 #8 www.odreki.pl 2015-09-10 15:52
Dzięki! Świetny artykuł, nie zawsze trafi się podobna perełka.
Cytować
+1 #7 simplife.pl 2015-04-16 08:09
Twój blog po prostu spadł mi z nieba! Dawno z niczego tak się nie cieszyłam! Skontaktuję się z Tobą jak tylko trochę ochłonę ;)
Cytować
+1 #6 Ula 2015-04-12 19:57
tak, wielkie dzięki za odpowiedź :) czekam w takim razie na kolejne wpisy o podróży do Prowansji - każda rada będzie cenna :)
Cytować
0 #5 HaniaKa 2015-04-12 08:29
Ula, my wypożyczaliśmy auto przez http://www.rentalcars.com/, ale na terenie lotniska jest kilka wypożyczalni czynnych od 6:00 do północy (np. Budget). Koszt wypożyczenia zależy od auta, na które się decydujesz. W naszym przypadku był to Fiat 500 - koszt wypożyczenia (29.03 przylot/1.04 odlot) to 500 zł. Dostaliśmy diesla, więc dwa intensywne dni jeżdżenia kosztowały nas 160 zł za ropę.
To, co warto wiedzieć - poza kosztem wynajmu musisz opłacić ubezpieczenie na miejscu (dwie opcje: podstawowa 17 euro/dzień - w razie jakiejkolwiek rysy płacisz sporo... za fiata byłoby to 1300 euro, pełna - 26 euro/dzień, w razie jakiejkolwiek stłuczki itp., nawet kradzieży auta, dopłacasz tylko 40 euro). Dodatkowo wypożyczalnia blokuje ci na karcie kredytowej określoną sumę na czas wynajmu auta - ok. 75 euro.
My zabieraliśmy swojego GPS-a. Wypożyczenie nawigacji na miejscu - 26 euro/dzień.

Mam nadzieję, że pomogłam! :)
Cytować
+1 #4 Ula 2015-04-11 20:01
hej. Wybieramy się za 2 tygodnie do Prowansji i zastanawiamy się nad wypożyczeniem samochodu. Czy mogłabyś napisać ile Was kosztowało wypożyczenie auta oraz podać adres wypożyczalni samochodów w Marsylii? Z góry dziękuję za pomoc.
Cytować
+1 #3 Kasia 2015-04-08 22:32
Hania Twoje ulubione zdjęcie jest też moim ulubionym - oddaje prawdziwe emocje. Podróż tak krótka a jak intensywna. Ciągle w ruchu, z wiatrem, podążając za wonią lawendy...
Cytować
0 #2 HaniaKa 2015-04-08 19:08
To zabieram się za pisanie! Dzięki. :)
Cytować
+1 #1 Halszka 2015-04-08 11:19
Wielkie dzięki, pasjonująca opowieść, czytałam z wielkim zainteresowaniem, czekam na dalszą część
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd