Drukuj

Nie wiem jak Wy, ale ja od zorganizowanych wycieczek zdecydowanie wolę podróżowanie na własną rękę. Niekoniecznie lubię też zwiedzać te miejsca, do których najbardziej lgną turyści. Wolę chłonąć klimat niż odhaczać na liście kolejne miejsca z przewodnika. Często po powrocie z wojaży słyszę - byłaś tu i tu i nie widziałaś TEJ katedry i TEGO muzeum?! No czasem się zdarza, nie powiem. ;) Ogólnie lubię się szlajać po zadupiach - może dlatego tak dobrze wspominam podróż po Transylwanii czy rejs Wołgą od Astrachania do Moskwy. Lubię to uczucie przemieszczania się i odkrywania - o, a co będzie za rogiem?

Zanim jednak doszłam do takich wniosków głównie podróżowałam w grupie i w dodatku w sezonie. Moje wspomnienia z wycieczki do Wersalu to głównie morze azjatyckich głów, w którym nieporadnie dryfuję, z Luwru zapamiętam przede wszystkim to, że przede mną w kolejce stała Uma Thurman, a zwiedzanie Bazyliki św. Piotra bardziej przypominało walkę o ogień niż podziwianie osławionej Piety, która gdzieś mi tam na chwilę mignęła... Po tych doświadczeniach pomyślałam sobie, że szkoda mi czasu i nerwów na turystykę, która wywołuje u mnie jedynie frustrację, która sprawia, że przywożę wspomnienia związane z przedzieraniem się między turystami, a na kadrach fotograficznych zawsze jest dziki tłum nieznanych mi osób. Wtedy też zaczęło do mnie docierać, że chciałabym wyjść poza schemat podróżniczy i podczas podróży niekoniecznie oglądać konkretne obiekty, ale bardziej pewne zjawiska.

Podobnie było z wyjazdem do Prowansji - chciałam ujrzeć odmienny krajobraz, jego specyfikę, atmosferę, nie zależało mi na obejrzeniu konkretnych pól, gospodarstw i miejscowości (no, poza miastem ochry) - dzięki czemu myślę, że udało nam się zobaczyć dużo więcej niż zaplanowałam, często podejmowaliśmy decyzję z minuty na minutę co do kierunku jazdy i w dodatku towarzyszyło nam to niesamowicie przyjemne uczucie bycia w drodze, choć przez chwilę... Wiecie, słoneczny poranek, uchylona szyba w aucie, ciepłe powietrze na policzkach, wiatr we włosach i nieznane przed Wami. Kto nie zna tego wspaniałego uczucia? 

Uwielbiam przeglądać blogi podróżnicze. Na wielu z nich można przeczytać, że podróżowanie wcale nie musi być drogie, że można zwiedzać świat, jak się dobrze postarasz, za pół darmo E, no nie wiem. Dla mnie każda podróż wiąże się z konkretnym zapasem finansowym - jadę wtedy, gdy wiem, że po powrocie będę miała za co kupić karmę swoim kotom. ;) Tak mam - nie ze mną spontaniczne wypady.

Wracając jednak do meritum - poniżej kilka rad dot. zorganizowania wyjazdu i podróżowania po Prowansji:

1. Tanie loty. Bookowaliśmy bilety przez Fru.pl. Bilety dla dwóch dorosłych osób bez dodatkowego bagażu kosztowały nas łącznie 660 zł. Przelot z Modlina do Marsylii i z powrotem. 

2. Samochód. Rezerwacji dokonałam via rentalcars.com. Była to najbardziej problematyczna kwestia wyjazdu. Dlaczego? Pierwsza sprawa - nie mogłam się dogadać co do godzin otwarcia wypożyczalni w Marsylii. Na infolinii powiedziano mi, że w niedzielę (dzień naszego przylotu) wypożyczalnie czynne są na lotnisku do 20:00 (my lądowaliśmy po 20:00), inna pani z kolei powiedziała mi, że nie są w ogóle otwarte. Sprawę wzięłam na chłopski rozum - czy gdyby nie były otwarte, dostałabym potwierdzenie rezerwacji z ich strony? Dodatkowo na francuskiej stronie wyczytałam, że za odbieranie/zwracanie auta w godzinach innych niż godziny otwarcia podane na stronie obowiązują dodatkowe opłaty. Kolejna super ważna kwestia - do wypożyczenia potrzebna jest karta kredytowa (koniecznie tłoczona wypukła), a wypożyczenie auta musi być opłacone z karty głównego kierowcy. 

Ja karty kredytowej nigdy w życiu nie miałam, więc jej wyrobienie to była jedyna kwestia, za którą musiałam się nachodzić przed wyjazdem. 

Opłaty za wynajem auta:

Koszt wypożyczenia auta na dwa dni (29 marzec odbiór wieczorem, oddanie do północy 31 marca) - w naszym przypadku Fiat 500 (dostaliśmy wersję Maxi, ceny różnią się w zależności od modelu) - 500 zł. Na miejscu należy uiścić dodatkowe opłaty: poza kosztem wynajmu należy opłacić ubezpieczenie auta (dwie opcje: podstawowe 17 euro/dzień - w razie jakiejkolwiek rysy ponosi się spory koszt - w przypadku Fiata byłoby to 1300 euro, pełne 26 euro/dzień - w razie W, stłuczki czy kradzieży - dopłaca się tylko 40 euro). Dodatkowo wypożyczalnia blokuje na karcie kredytowej określoną sumę na czas wynajmu auta - w naszym przypadku było to ok. 75 euro (kwota zwrotna). Wypożyczenie GPS-a kosztuje 26 euro/dzień. My zabieraliśmy własny sprzęt, więc ten wydatek nam odpadł.

Auto dostaliśmy na ropę - łącznie przejechaliśmy ok. 400 km - koszt: 160 zł. Samochód dostajesz zatankowany na ful, zwracasz go z pełnym bakiem, inaczej musisz pokryć różnicę.

Wypożyczalnie aut na lotnisku (Avis czy Budget) czynne są codziennie od 6:00 do 24:00. Jeśli auto oddajesz w innych godzinach, po prostu odstawiasz je na parking, a kluczyki wrzucasz do przeznaczonej do tego skrzynki.

Jadąc na weekendowy wyjazd do Prowansji nie wyobrażałam sobie innego sposobu podróżowania jak właśnie wypożyczonym samochodem. Jasne, gdybyśmy wybierali się tam na tydzień/dwa sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej - pewnie podróżowalibyśmy głównie pociągami. Swoją drogą podczas przemieszczania się po francuskich drogach ani razu nie natrafiliśmy na autobus mimo mijania kolejnych przystanków, a auta na szosie (poza autostradami) można było policzyć na palcach jednej ręki. Bez wypożyczonego auta myślę, że nie dotarlibyśmy w te dwa dni dalej niż do Aix-en-Provence, ewentualnie Valensole.

3. Noclegi. Tu z pomocą przyszedł portal Booking.com. Pierwszą noc spędziliśmy w Aix-en-Provence w Hotel du Moulin de la Pioline La Table à Fromages. Ceny poza sezonem (10% zniżki): ok. 55 euro plus 8 euro za śniadanie. Hotel, w którym spaliśmy wymagał podania numery karty kredytowej, ale nie pobrał od nas wcześniej kwoty rezerwacji. Warto jest przeczytać bardzo dokładnie regulamin - najczęściej jeśli chce się dokonać zmiany lub anulacji rezerwacji jest wyznaczony na to konkretny termin - po nim, w razie np. niepojawienia się na noc w zarezerwowanym hotelu, może on naliczyć sobie na poczet rezerwacji sumę za nocleg z karty kredytowej. Drugi nocleg to już moja czysta fanaberia, ale nie wyobrażałam sobie pojechania do Prowansji i niespędzenia nocy w typowym maison. Lou Amourie to dom z 1912 r. położony w okolicach Roussillon, do którego nie mogliśmy trafić... GPS nam zwariował. Nic dziwnego - pensjonat mieścił się w mocno oddalonej od drogi osadzie. W końcu na jednym z rond w Gordes podjechał po nas oldschoolowym Jaguarem Didier - właściciel obiektu i zabrał nas do tak wyjątkowego wnętrza, że, przyznam szczerze, potrzebowałam kilku godzin, by się w nim odnaleźć. Mój żółty, polarowy dresik nijak pasował do pomieszczeń niczym wyjętych z XIX-wiecznego klimatu bohemy.

Po wypiciu zielonej herbaty z czarki, przejrzeniu albumu z wystrojem cygańskich wagonów i kąpieli z dodatkiem lokalnie destylowanego olejku lawendowego uczucie zmieszania minęło. To była nasza jednonocna podróż w czasie. :)
Koszt noclegu za 2 osoby - 80 euro (poza sezonem śniadanie w cenie).

4. Jedzenie. Zakupy staraliśmy się robić w mniej turystycznych miastach - np. Manosque czy Apt. W Valensole, poza sezonem, udało nam się trafić na jeden otwarty sklepik spożywczy. Ceny: na rolniczą kieszeń. Natomiast jeśli chcielibyśmy się stołować w restauracjach - cena obiadu za jedną osobę ok. 20 euro. Cheeseburger w Manosque - 7 euro. Najtańszy posiłek jaki jedliśmy był w Roussillon, w malowniczo położonej nad masywem ochrowym knajpce - po 7 euro za zapiekankę z sałatką.


Hm, to chyba wszystkie kwestie związane z nadwyrężaniem domowego budżetu wyjazdami. Macie jakieś pytania? Następnym razem postaram się opisać to, co udało nam się zobaczyć przez te dwa pełne dni! A było tego całkiem sporo - od gór po morze!

Wpisy na blogu pojawiają się coraz rzadziej - wiem... Teraz większość czasu spędzam w ogrodzie lub na polu. Dzisiaj w Bieniądzicach deszczowa pogoda, więc wykorzystałam chwilę, by opisać swoje sugestie dot. tego, ile należy odłożyć pln, by bezstresowo podróżować po Prowansji.  :)

Kolejny cel: Norwegia, Lofoty!

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

DMC Firewall is a Joomla Security extension!