Sklepik na FB

Spacer wśród lawend

Czas podróży - polskie morze zimą

Nagle, kilka dni temu, tuż przed swoimi urodzinami, zrozumiałam, że przecież jest tyle ciekawych lawendowych tematów, na które mogę pisać, że skupianie się w głównej mierze na opisywaniu i uściślaniu kwestii związanych z prowadzeniem manufaktury jest po części bezcelowe, a nudne dla Was to już na pewno. A tak to trochę wyszło, że przez ostatni rok ten blog był dla mnie miejscem, w którym próbowałam wszystko wszystkim wytłumaczyć. Myślałam, że jeśli opiszę i uściślę lawendowe kwestie to uniknę pytań o zakładanie plantacji czy robienie wianków - niech mi pani pokaże jak pani robi wianki to sobie sama taki zrobię.

Z takimi problemami boryka się większość rękodzielników - świadczą o tym chociażby pojawiające się co jakiś czas na blogach pełne emocji wpisy. Ale czy jest sens skupiać się na negatywnych emocjach? Dotarło do mnie, że nie. Lis dojrzewa przed 30-tką. ;) Po wielu rozmowach ze znajomymi, którzy również zajmują się rękodziełem, nasunął się jeden wniosek: rób swoje, uodpornij się na złośliwości i pisz ciekawie o tym, co sprawia ci radość

Pierwsza myśl o tym, by pisać tutaj również na około lawendowe tematy pojawiła się podczas tworzenia wpisu we współpracy z Westwing, którego redagowanie sprawiło mi niesamowitą frajdę. Zaraz pojawiły się w głowie pomysły na nowe posty - o historii lawendy, XIX i XX-wiecznej modzie na lawendowy kolor, o produktach zawierających lawendę oraz motywie lawendy w malarstwie i przede wszystkim - o jej właściwościach, bo tego tutaj zdecydowanie zabrakło. 

A przecież lawenda to taki wdzięczny temat... Jak ze sloganu reklamowego firmy Yardley: 

Wherever you find loveliness - there also you will find the Yardley Lavender.

 

Źródło ilustracji: http://www.vintageadbrowser.com/

Dziś jednak chciałam Wam opisać początki mojej przygody z destylacją i fascynacji zapachami. 

Dokładnie rok temu wybrałam się z przyjaciółką na Warmię. Nasza wizyta w hotelu Młyn Klekotki (klik) zbiegła się z otwarciem Lawendowego Muzeum Żywego im. Jacka Olędzkiego w Nowym Kawkowie. Dla takiej wielbicielki lawendy jak ja, to wydarzenie było na miarę koncertu ulubionej zagranicznej kapeli w sąsiedniej miejscowości - nie do przegapienia. :) 

Lawendowe Pole w Nowym Kawkowie to najstarsza plantacja lawendy w Polsce, która powstała w 1998 roku. Jednocześnie jest to pierwsze pole lawendy, o którego istnieniu w naszym kraju dowiedziałam się kilka lat temu. Gdyby ktoś się mnie zapytał, czy Joanna Posoch, założycielka Lawendowego Pola, była dla mnie inspiracją, odpowiedziałabym bez zawahania, że tak. Zresztą wydaje mi się, że niejedna osoba złapała lawendowego, wiejskiego bakcyla dzięki jej działaniom.

Nasze plantacje mają totalnie inny profil - dlatego tym większą radość sprawiła mi możliwość wzięcia udziału w otwarciu Muzeum i przeniesienia się w czasie choćby na godzinę, dwie. Jednym z priorytetów tego miejsca jest powrót do wiejskich czasów minionych. To właśnie tutaj w jednej z izb trafiłam na siennik wypełniony lawendą. Prosty, genialny pomysł na dobry, pachnący sen. 

Aż ciężko uwierzyć, ale nie mam lepszego zdjęcia z warmińskiej plantacji...

Wypełnianie lawendowym suszem pościeli jest jak najbardziej nadal na topie - sama w tamtym roku zafundowałam mamie wkładkę z lawendą do poduchy, realizowałam również zamówienia na susz, który szedł właśnie do takich celów.

Ale to, co przykuło moją uwagę w 100% to narzędzie do destylacji, z którym spotkałam się pierwszy raz w życiu. Przepadłam... Nie mogłam wyjść z podziwu nad zapachem, który wydobywał się dzięki tak prostej czynności jak destylacja parą wodną. Wracałam z Warmii z przekonaniem, że temat zapachów muszę zdecydowanie zgłębić. 

Nie musiałam długo czekać, by poszerzyć swoją wiedzę na ten temat - podczas trwania I Festiwalu Lawendy, który miał miejsce w sierpniu ubiegłego roku w Lawendowych Termach w Uniejowie właściciele Lawendowej Barci Pod Lasem - Sylwia i Mieczysław Łabędzcy - opowiadali o swojej podróży po Prowansji i na żywo destylowali wodę lawendową. Zapach bajkowy!

Wtedy też zapadła decyzja, że na Lisim Polu musi być alembik. Początkowo niewielki, taki 10-litrowy, do eksperymentów. O samym produkcie powstałym w wyniku destylowania lawendy parą wodną pisałam zimą (klik). Nie przestaje mnie zadziwiać fakt, że regularne stosowanie hydrolatu tak dobrze wpływa na cerę. Każdą miksturę, która wychodzi z alembika najpierw testuję na sobie. W tym momencie doszłam do takiego etapu, że w zasadzie nie muszę używać podkładu. Hydrolatem spryskuję rano twarz przed nałożeniem kremu i wieczorem po umyciu twarzy.

Aż ciężko uwierzyć, że niegdyś wodę lawendową traktowano jako zbędny produkt uboczny destylacji olejku!

Sam proces destylacji jest wręcz magiczny. Mieszasz składniki, wszystko podgrzewasz w miedzianej tubie przypominającej lampę Alladyna i czekasz aż zacznie bulgotać i skraplać się... Ma to w sobie urok rodem z alchemicznej, średniowiecznej pracowni. Swoim działaniem tworzysz zapach i jest to niesamowicie intrygujące! Dziś na każdą roślinę zerkam i zastanawiam się - ... a może by i ciebie przedestylować?

Poza lawendą mam za sobą nieśmiałe próby destylowania płatków róży damasceńskiej i jaśminowca wonnego. Mieszam mikstury, kombinuję, testuję. A radości mam z tego co niemiara! :) 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Komentarze   

0 #3 HaniaKa 2015-07-04 20:35
Cytuję Agnes:
I udaje Ci sie hydrolat z jaśminu, bo w prowansji do tego kwiatu uzywaja innych metod, gdyz jest to jeden z najdelikatniejszych kwiatów i nie daje rady zrobic tą metodą.?


Agnes, ja mam jeden krzak jaśminu. Podobnie jak róży damasceńskiej. Bawię się w miarę możliwości alembikiem. Inna sprawa to destylacja lawendy, której mam pod dostatkiem. :)
Cytować
+1 #2 Agnes 2015-07-03 12:37
I udaje Ci sie hydrolat z jaśminu, bo w prowansji do tego kwiatu uzywaja innych metod, gdyz jest to jeden z najdelikatniejszych kwiatów i nie daje rady zrobic tą metodą.?
Cytować
+1 #1 Agnieszka 2015-06-09 19:18
Właśnie! Właśnie takiego bloga sobie wyobrażałam, takiego jakiego Haniu zapowiadasz. LAWENDA to nie jest roślina dla rolników, ale dla artystów. Czekam więc na kolejne wpisy, zaraziłaś mnie już tą pasją.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd