Drukuj

To już! Tak nagle! Definitywnie koniec sezonu. Dzisiejszy poranek zmroził lawendy - pąki smętnie oklapły, a kwiatostany, których nie zdążyłam zebrać (na szczęście niewielkie ilości!) zaczęły osypywać się przy dotknięciu. Znaczy to tylko jedno - nożyce, sekatory i trymery czyli całe lawendowe oręże udaje się na zasłużony odpoczynek, wyciągnę je znów, jeśli pogoda dopisze, dopiero z końcem marca. 

O tym, że czas pędzi jak szalony, nie muszę Wam pisać - wystarczy spojrzeć na datę ostatniego wpisu...

Wczoraj rozmawiałam ze znajomym:

- Niedawno mówiłam Ci, że... 

- Jakie niedawno?! Hania, to było jakieś trzy miesiące temu!

Cóż, dni na plantacji upływają inaczej - wszystko jakoś tak zlewa się w jedno. 

Dziś mogę napisać, że za nami sezon, który wreszcie mieliśmy całkiem całkiem pod kontrolą.

Już wyjaśniam... 

Pierwszy, ten zaraz po nasadzeniach, to była totalnie dzika euforia wynikająca z faktu, że cokolwiek rośnie i fioletowi się na polu połączona z tytanicznym wysiłkiem związanym z ręcznym pieleniem międzyrzędzi i miejsc wokół lawend. Więcej było tego pielenia niż kwiatów do zebrania, taka prawda. Drugi sezon to z kolei jedna wielka improwizacja - początek zbiorów zbiegł się z moim pobytem w szpitalu. Moja mama stanęła więc przed koniecznością zorganizowania cięcia. Poradziła sobie wyśmienicie, ale do tej pory pamiętam to rozbawienie, gdy wróciłam do domu, a bukiety suszyły się podwieszone na suszarkach do prania. ;)

Do właśnie kończącego się sezonu postanowiłam więc porządnie się przygotować. I mogę dziś śmiało napisać, że jestem z tych przygotowań całkiem zadowolona. Tegoroczne zbiory przebiegły sprawnie, nawet bardzo! Dzięki pomysłowi Rafała na Lisim wreszcie mamy suszarnię z prawdziwego zdarzenia. Nie żadne tam smętnie wiszące sznurki, ale konkretna konstrukcja na wkrętach i żyłce. Wykorzystaliśmy powierzchnię strychu w 100%, co z początku nie wydawało się takie proste, biorąc pod uwagę skosy po obu stronach. Suszarnia ma stabilną konstrukcję, jest trwała i wiem, że pomieści parę tysięcy bukietów w nowym sezonie. Jej!

Kolejna kwestia to zmechanizowanie cięcia, przed którym tyle się wzbraniałam. Upierałam się, że dam radę formować pokrój roślin nożycami do trawy... W tym roku w kwietniu dałam za wygraną - dwa tygodnie cięłam rośliny w obejściu (ok. 600 sztuk). Nabawiłam się tylko bąbli na dłoniach, skurczu w barku i stępiłam trzy pary nożyc, a gdy po skończonym cięciu lawend wokół domu wyszłam na pole, zachciało mi się beczeć. Klamka zapadła - przyszedł czas zainwestowania w dobre akumulatorowe trymery. Kupiliśmy dwa i choć nie była to tania inwestycja (tania/nietania - kwestia względna, ale po skalkulowaniu dochodu z suszu zakup trymerów należy do tych droższych) z perspektywy czasu wydaje mi się, że była to jedna z lepszych decyzji - nareszcie mogliśmy zaplanować tempo zbiorów. Ciut ponad dwa tygodnie zajęło nam ścięcie całego pola na susz (... a na polu siedzieliśmy od rana do wieczora). Poszłoby pewnie sprawniej gdyby nie mój kolejny z rzędu wypadek - dość poważnie skaleczyłam się podczas używania trymerów w dłoń, co wykluczyło mnie na jakiś czas z prac, ha ha, naprawdę ja to wiem kiedy zaniemóc.... 

Dodatkowo wprowadzony w tym roku system odwiedzin na plantacji zdał egzamin śpiewająco. W tygodniu odwiedzały nas wycieczki szkolne i były organizowane sesje zdjęciowe, w piątki i soboty pole udostępnialiśmy dla gości. I tutaj ogromny uśmiech w stronę tych wszystkich osób, które nas odwiedziły w czasie kwitnienia roślin! Dziękujemy za odwiedziny, przyjazną atmosferę na plantacji i miłe słowa! :)

Przede mną jeszcze druga tura naprawdę dużeeeego zamówienia do świątecznych (już!) zestawów kosmetycznych i planuję wrócić do pisania tutaj. Mam kilka pomysłów na wpisy. Może wreszcie wyklaruje się jakaś spójna wizja tego bloga, bo na razie to jest tu totalny misz masz. Na pewno czas wreszcie rozwinąć temat lawendowych ślubów i, jeśli mi się uda zebrać wszystkie potrzebne informacje, chciałabym stworzyć dla Was rzetelny wpis o realnych wielkościach zbiorów lawendy w polskich warunkach. Jestem w fazie pozyskiwania danych od kilku innych plantatorów, ale myślę, że temat jest zdecydowanie wart rozwinięcia, chociażby dlatego, że do tej pory nie powstały podobne statystyki z terenów Polski.

Co Wy na to? 

Lawendowe pozdrowienia!

Hania 

 

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd