Drukuj

Polskie media pokochały temat lawendy. Nic w tym dziwnego - lawenda to wyjątkowo intrygująca roślina, o której można wieeeele napisać. Temat właściwości i szeregu zastosowań lawendy jest w dużej mierze pomijany, a coraz częściej możemy trafić na artykuły w polskiej prasie, które promują samą ideę zakładania pól lawendowych. Nie ma w tym oczywiście nic złego, o ile prezentuje się rzetelny obraz ewentualnych zysków. W internecie można znaleźć statystyki dochodów z uprawy lawendy, które, niestety, nie bazują na przeprowadzonych wyliczeniach na podstawie zbiorów z polskich plantacji, lecz zagranicznych upraw, gdzie warunki są z goła odmienne.
Czy zyski z pola lawendy naprawdę są aż tak duże jak pokazują źródła? Czy faktycznie w polskich warunkach można zarobić na lawendzie 72 tys. rocznie z takiego pola jak Lisie? Hm, gdyby tak było, uwierzcie, nie jeździłabym autem, któremu niedawno odpadło koło w centrum miasta... ;)

W wielu wywiadach podkreślałam, że przy półhektarowym poletku lawendy nie da się zarobić tyle, by móc wyżyć przez resztę roku tylko i wyłącznie z dochodu z samej lawendy, że tak naprawdę jest to wybór stylu życia i, o ile jest on świadomy, zawsze przyniesie dużo frajdy. Gorzej jeśli bazujemy na nieprawdziwych informacjach i bardzo szybko zaczynamy odczuwać rozczarowanie, bo rzeczywistość nijak ma się do tego, co zakładaliśmy. Ostatnio rozmawiałam przez telefon ze znajomą, która także zajmuje się uprawą lawendy: - ... i wiesz, mąż mi mówi, weź to w końcu wszystko rzuć w cholerę! 
Czy jesteśmy zatem snobami, dla których zysk rzędy 70 tys./rok to mało? Czy faktycznie z półhektarowego poletka można zebrać pół tonu suszu? A może publikowane statystyki są po prostu mocno odrealnione? Dziś postaram się odpowiedzieć rzetelnie na te pytania.

Ten wpis jest z dwóch powodów dla mnie wyjątkowo ważny. Przede wszystkim po raz pierwszy spróbuję przedstawić w miarę rzetelny obraz zbiorów lawendy w polskich warunkach. Po drugie - nigdy nie udałoby mi się go napisać, gdyby nie chęć współpracy między plantatorkami, które dostarczyły mi danych ze swoich pól. 

Długo zastanawiałam się, jak ugryźć temat dochodowości plantacji, by przedstawić klarowny obraz. Tym razem skupię się na zyskach wyłącznie z samego suszu lawendowego. Dlaczego akurat susz? Cóż, najłatwiej jest policzyć zebrany plon - wystarczy zważyć to, co udało się zebrać w sezonie letnim. Przedstawione dane odnoszą się do suszu pozyskiwanego tylko i wyłącznie z lawendy lekarskiej/wąskolistnej dwóch najpopularniejszych taksonów w Polsce: Hidcote Blue Strain i Blue Scent.

Przede wszystkim - co to takiego susz lawendowy?

Są to oddzielone od gałązek suszone kwiaty lawendy. Susz najczęściej sprzedawany jest na kilogramy. Powinien być odpowiednio oczyszczony z pyłków i kurzu (... oraz tego wszystkiego, co żyje na polu i nie zdąży uciec przed cięciem), dobrze wybarwiony i przede wszystkim - intensywnie pachnący.
Zastosowanie: woreczki zapachowe, różnego rodzaju wkłady np. do pościeli, kulinaria (zależy od taksonu), kosmetyki domowej roboty
Klienci: głównie osoby prywatne, ale firmy też się zdarzają (wielkość jednorazowych zamówień na podstawie naszych doświadczeń - od 100 g do 30 kg)
Cena: od 50 do 60 zł/kilogram (60 zł dotyczy kilograma lawendy ekocertyfikowanej)

Jeśli masz w planach sprzedaż suszu do mieszanek ziół, herbat, firm kosmetycznych, wtedy susz musi przejść przez przetwórnię.
Cena za susz w skupie (dane z tego roku): 14 zł/kilogram 

Do badania zaprosiłam dwie plantatorki, które przygodę z lawendą zaczęły dokładnie w tym samym czasie co ja czyli w 2013 roku. Wszystkie więc jesteśmy po trzecich zbiorach. Nasze rośliny nadal rosną, ale są już na tyle duże, by móc pokusić się o sporządzenie statystyk. Każda z nas uprawia rośliny w innym mikroklimacie i przy innych uwarunkowaniach gleby.

1. Cecylia Turno prowadzi w trudnych warunkach ekologiczną plantację Lawendziarnia (numer PL-EKO-06-001473) w Rybojadach. Jesteśmy rówieśniczkami z Cecylią, zaczynałyśmy przygodę z lawendą w tym samy czasie i dodatkowo mamy taki sam areał uprawy - pół hektara, ok. 4,5 tys. roślin. :) Bardzo zależało mi na tym, by to właśnie Cecylia zabrała głos w kwestii pozyskiwania susz z dwóch względów: a) uprawiana przez nią lawenda Blue Scent w całości jest przeznaczana na susz, b) kto raz rozmawiał z Cecylią, ten wie, że prędzej wypadnie jej dysk przy pieleniu pola, niż zaaplikuje roślinom jakieś świństwo. Specjalizacja pola: susz lawendowy i woreczki zapachowe.

tegoroczny zbiór suszu: 78 kg
szacowany dochód z suszu: między 3 900 zł a 4 680 zł
pH gleby: w 2013 roku między 4,8 a 6,8 (stosowanie wapna ekologiczne w celu zmiany pH na korzystniejsze dla lawend)
klasa gleby: 5-6
Zbiór z tego roku jest mniejszy niż zeszłoroczny, który wyniósł 80 kg! O tym, że zima dała popalić Blue Scentom pisałam wcześniej. Warto też wspomnieć, Blue Scent uważany jest za lawendę lekarską, która daje największy plon. 

2. Anna Muenzberg ma pole lawendy pod Lesznem, na którym rośnie ok. 2 tys. roślin z przewagą Hidcote Blue Strain. Plantacja Ani nie ma strony internetowej, dlatego podaję kontakt mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.. Specjalizacja plantacji: głównie świeże bukiety oraz susz.

tegoroczny zbiór suszu: 65 kg
szacowany dochód z suszu: 3 250 zł
pH gleby: jesień 2012 roku 5,1, 2013 - 5,9 (stosowanie preparatu Dolokorn 90 pozyskiwanego z naturalnych złóż dolomitowych w celu podwyższenia pH)

/zdjęcie plantacji Ani/

3. Nasze Lisie. :) Ostatnio pisałam Wam, że lawendę na susz cięliśmy dwa tygodnie. Z wcześniejszych wpisów wiecie również, że i naszym Blue Scentom zima dała popalić i w sześciu rzędach mieliśmy spore straty. Specjalizacja pola: głównie lawendowe rękodzieło, sprzedaż suszu w ograniczonych ilościach.
tegoroczny zbiór suszu: ok. 80 kg
szacowany dochód z suszu: między 4 000 zł a 4 400 zł
pH gleby: jesień 2012 - 5,5, później niesprawdzane (stosowanie wapna ogrodowego w celu zwiększenia pH - 200 kg/0,5 ha)
klasa gleby: 3

/zdjęcie z wizyty Klaudii (haukotella.com) na Lisim/

Zdziwieni? :)
Myślę, że spore grono osób zakładało, że zbiory wyniosą co najmniej 100 kg, jeśli nie więcej, prawda?
Specjalnie zamieściłam także zdjęcia roślin z pełnego kwitnienia, by pokazać, że kondycyjnie naszym lawendom nic nie brakuje - kwitnienie jak ta lala.
Wydaje mi się, że z naszych plantacji nigdy nie zbierzemy więcej, mówię tu już o dorosłych roślinach niepędzonych sztucznymi nawozami, niż 100-150 kg suszu. Zatem maksymalny zysk to ok. 7 500 zł (przy założeniu, że uda nam się ominąć skup).


Załóżmy jednak, że jakimś cudem udaje nam się zebrać pół tony suszu z pół hektara pola.  
Przyznam się od razu, że nie wyobrażam sobie przetworzenia takiej ilości materiału - od zebrania, po czyszczenie i sprzedaż. Gdyby wielkości zbioru szacowały się na takim poziomie (i w górę), nasze pole na pewno byłoby dużo mniejsze niż obecnie albo w 100% zmechanizowane i o zupełnie innym profilu - podstawowy zakup to kombajn do cięcia roślin i maszyny do przetwarzania roślin oraz budowa odpowiednich magazynów  - tu bez własnej destylarni oraz budynków do przechowywania i przetwórstwa ani rusz.
Oczywiście moglibyśmy się pokusić o sprzedaż takiej ilości suszu bez zabawy we własne przetwórstwo. Są niezliczone gospodarstwa np. w Bułgarii czy Chorwacji (... i na całym świecie), które traktują uprawę lawendy w ten sam sposób jak my np. zboża. Zebrane lawendy suszą się kilka dni na dworze (tak, dokładnie jak siano!), potem są przerabiane na susz i sprzedawane w hurtowych ilościach. Wtedy przy minimalnie manualnym nakładzie pracy cena w skupie 14 zł/kg nie jest taka przerażająco niska, choć i tak 480 kg x 14 zł to nadal jedynie 6 720 zł. Przy takich ilościach materiału nie ma co liczyć, że znajdzie się firma, która zakupi od nas całość, albo chociaż połowę, po cenie 50-60 zł/kg, skoro może kupić dużo taniej.

/zdjęcie ze strony plantacji Hitchin Lavender, więcej zdjęć ze zbiorów na ich stronie - klik/

Oczywiście susz lawendowy to tylko jeden z produktów sprzedawanych przez plantacje w Polsce. Jeden z najmniej rentownych produktów, ale bez którego nie funkcjonuje żadna plantacja. Na Lisim część suszu trafia do sprzedaży bezpośredniej. Resztę staramy się samodzielnie przetworzyć, by prowadzenie uprawy lawendy było bardziej opłacalne.
Czy wiesz, że do wykonania woreczka wystarczy od 12 do 20 g suszu lawendowego? Od kilo dwieście do dwóch wystarczy do zrobienia 100 woreczków. 20 kilo - tysiąc. Ręcznie szyte, unikatowe woreczki są piękne i niewątpliwie oryginalne, ale czy potrafimy znaleźć aż tylu nabywców na nasz niszowy produkt? Produkty z przetworzonej lawendy takie jak mydła, kremy czy olejki nie zaliczają się do produktów, które można produkować w ramach prowadzenia gospodarstwa rolnego.
Plantacje lawendy w polskich warunkach idealnie wpasowują się w definicję romantycznych pomysłów na biznes (hasło romantyczne pomysły na biznes zaczerpnęłam z wpisu Joanny Glogazy, która opisywała własne doświadczenia przy zakładaniu marki odzieżowej - klik). Są ciężko skalowalne, wymagają sporych nakładów na początku, a zysk pojawia się dopiero z czasem. I to zysk dużo mniejszy od tego, który zakładaliśmy. W końcu statystyki nie kłamią, tak myślimy, na początku.

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Our website is protected by DMC Firewall!