Drukuj

Wszystko zaczęło się niepozornie, bo od wianka... Aleksandra napisała do mnie w sprawie lawendowego serca - takiego do nowego domu, dużego z delikatną koronką. Serducho powędrowało do Rzeszowa i z tego, co wiem - sprawiło dużą radość nowej właścicielce. Jakiś czas później skontaktowała się ze mną Joanna Darwińska, jak się okazało - szefowa Oli, z propozycją współpracy z Sylveco, a dokładniej z koncepcją wykonania przez nas lawendowych dodatków do bożonarodzeniowych zestawów dla ich lawendowej linii Biolaven
Jeszcze przed rozpoczęciem nowego sezonu chodziły mi po głowie myśli, że fajnie byłoby zrealizować jakieś duże, stanowiące nie lada wyzwanie zamówienie - i bum, proszę Państwa, nie lekceważcie mocy wizualizowania pragnień! 

Po wielu dyskusjach w domu ustaliliśmy, że jesteśmy w stanie wykonać 1 500 woreczków i tyleż samo mini bukietów w oszałamiająco krótkim czasie 1,5 miesiąca. Łącznie z naszymi lawendowymi dodatkami miało wyfrunąć z siedziby Sylveco 3 000 zestawów świątecznych. WOW! 
Zaproponowałam bardzo delikatne woreczki - proste w formie, przewiązane zwykłym sznurkiem, z dodatkiem gałązki lawendy i gipsówki. Tak mi się akurat gipsówka z płatkami śniegu skojarzyła. 
Dziewczynom z Sylveco pomysł się spodobał, więc ruszyliśmy z produkcją pełną parą.

Nigdy nie robiliśmy tak dużego zamówienia. Miałam ogromny problem z oszacowaniem ilości potrzebnego materiału, co chwilę zerkałam na strych, zastanawiając się, czy starczy nam na to wyzwanie suszu i bukietów. Niby wszystko sobie wcześniej wyliczyłam, jak to ja, no przecież, ale summa summarum nie raz zdarzył się zgrzyt zębami - a to zamówiony na woreczki materiał okazał się po rozwinięciu poplamiony, a to kolejna partia zaczęła rozłazić się na szwach, zamiast zamówionego ecru przysłano nam budyniowo-waniliowy odcień, a w sklepie na koniec zabrakło sznurka jutowego - czas oczekiwania: do tygodnia, a nas czas gonił, gonił, gonił... W pewnym momencie zaczęło też brakować miejsca w pracowni na gotowe produkty, ale wiecie co? To w końcowym rozrachunku jest nieważne. Widok gotowych zestawów Biolaven na półce w drogerii z naszymi dodatkami rekompensuje wszystko! Ten stres, znużenie, szalone tempo pracy, kilka kłótni małżeńskich (ekhm, a jakże!) - wszystko znika i pojawia się radość - ZROBILIŚMY TO! Taka tycia manufakturka, a daliśmy radę!

Radość z realizacji tego zamówienia była podwójna, a) odkryliśmy własne możliwości, b) mieliśmy okazję współpracować z marką kosmetyczną, którą bardzo cenię. 

Sylveco to firma kosmetyczna założona w 1992 r. przez Stanisława Pielę. Dziś oprócz kosmetyków sygnowanych nazwą Sylveco firma tworzy dwie odrębne linie - lawendowo-winogronową Biolaven oraz nowinkę na rynku ziołowy Vianek (chapeax bas za nazwę - jako wiankowa dziewczyna mówię tak tysiąc razy!). Nie jestem dobra w recenzjach kosmetycznych, ominę więc tę część, w której silę się na eksperta i po prostu po swojemu napiszę, dlaczego lubię te kosmetyki.

Przede wszystkich dewizą firmy jest silva-natura-ecologia czyli las-natura-ekologia i te inspiracje widać na każdym kroku - jest ziołowo, swobodnie, kolorowo. Specjalizacją marki są kosmetyki do skóry wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii. Delikatne, bezpieczne, czerpiące właściwości z natury. To, co do mnie przemawia, a należę do osób, które czytając składy kosmetyków dostają zawrotu głowy - to jest złe? a to? a to też? to może nie, tylko tak groźnie brzmi? - to fakt, iż na ich stronie przy każdym kosmetyku jest wymieniony jego skład z dokładnym opisem działania pojedynczych komponentów. Analogicznie na stronie znajduje się zakładka z leksykonem składów. Dzięki niemu wiem np. co to takiego alkohol cetylostearynowy, sodium bicarbonate czy betulina i jakie mają właściwości. Polecam zajrzeć! 


Druga kwestia to spójność wyglądu produktów - bardzo odpowiada mi identyfikacja wizualna firmy. Przeglądanie katalogów to czysta przyjemność.

I w końcu po trzecie - w ciągu trwania naszej współpracy z Sylveco zawsze miałam do czynienia z młodą, pełną energii kadrą, która lubi i docenia produkty, których sprzedażą się zajmuje, a to, moim zdaniem, jest bardzo ważne.

Psssst Miałam także okazję udzielić wywiadu do lawendowego wydawania katalogu Sylveco. To chyba jedyny jak do tej pory wywiad, w którym mogłam tak szczerze i od serca podzielić się swoimi doświadczeniami z uprawą lawendy w tym szczegółowo opisać, jak wygląda w cyklu rocznym prowadzenie takiej farmy. Joanna Typek, która zajmuje się tworzeniem katalogów, powiedziała, że daje mi wolną rękę w kwestii poruszanych tematów i bardzo mi się to spodobało. Wam chyba także, bo dostałam odpowiedzi zwrotne, że fajnie wyszło i dobrze, że bez lukru. 

Całość wywiadu znajdziecie poniżej:

A jeśli macie ochotę podejrzeć, jak wyglądała produkcja woreczków, to kliknijcie tu:

KLIK

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd