Czas podróży - polskie morze zimą

Dodatki z lisiej lawendy

Warsztat na wagę złota

Czasem z niedowierzaniem zerkam przez okno na pole... Mija kolejny dzień, miesiąc, rok... Zmienia się krajobraz za plantacją. Zmieniam się ja. Pojawiają się pierwsze siwe włosy... Lawendy rosną coraz większe... i tak sobie trwamy całkiem szczęśliwe, na pewno dużo spokojniejsze. Można powiedzieć, że plantacja i ja dojrzewamy razem. Przez pewien czas byłyśmy tylko we dwie i naprawdę związałyśmy się z sobą. To był też czas testu na moją wytrzymałość/siłę fizyczną i wytrwałość w obstawianiu przy obranym przez siebie kursie. Bliskość roślin, kontakt z glebą i życie zgodnie z cyklem pór roku bardzo mnie poukładały. Lubię to moje pole. Nadal. Codziennie. Lubię się przejść po nim, szczególnie wiosną gdy ziemia pachnie wilgocią i nowym życiem oraz latem o zachodzie słońca kiedy pąki przybierają najintensywniejszą barwę. Znam wszystkie rośliny - wiem, w których rzędach mają gorsze warunki oraz gdzie rosną najpiękniejsze okazy.
Zżycie się z miejscem - to chyba najtrafniejsze określenie na to, jak się czuję.

Tym bardziej doceniam fakt, iż nadal mogę tu być, rozwijać siebie i Lisie. Głównie dzięki coraz to odważniejszym możliwościom stającym na mojej drodze. 

Na bożonarodzeniowe święta 2015 wykonaliśmy trzy tysiące dodatków do zestawów lawendowej linii Biolaven dla Sylveco. W 2016 r. mieliśmy okazję pobić własny rekord i wyprodukować ich osiem tysięcy!

Tempo realizacji było obłędne - przeznaczyłam pełne dwa miesiące na wykonanie zamówienia. Od września do listopada było tak... jakby mnie nie było. Przepraszam wszystkich, którzy się ze mną kontaktowali w tym czasie i uznali, że jestem totalnie zamotana, ale do realizacji zamówienia doszedł jeszcze remont domu cioci, jej przeprowadzka i po prostu doba mi się wtedy strasznie skurczyła. 

Od rana do wieczora liczyło się napełnianie woreczków suszem, dzielenie bukietów na mniejsze, wywiązywanie kokardek. Przerwa w ciągu dnia na oddech, rozprostowanie obolałych pleców, spacer po polu i obiad. Przeleciała końcówka lata, drugie kwitnienie i pojawiły się pierwsze przymrozki. Przejście lata w późną jesień obserwowałam przez okna w pracowni. Cały ten czas zlał mi się w jedno. Początkowo słuchałam muzyki, szybko jednak stało się to nieznośne, zamiast melodii był hałas, cisza natomiast nieznośnie rozpraszała i sprawiała, że zwalniałam tempo zawijania. Przerzuciłam się na audiobooki. Przesłuchałam opowiadań o Wiedźminie, fragmenty trylogii husyckiej, ciężkostrawną lekturę o skandalach w Wersalu, aby ostatecznie dać się porwać bestsellerowi Diany Gabaldon o losach Claire Fraser. Kilkanaście tomów, kilkadziesiąt bitych godzin, a ja dłubiąc zamówienie wędrowałam po XVIII-wiecznej Szkocji, Francji i zamorskich koloniach... 

Tak się przy tym zafiksowałam na te szkockie krajobrazy, że wiosną planujemy odwiedzić Highlands.

A gdybyście widzieli Rafała, który wracał po robieniu suszu cały w fioletowym kurzu! Włosy, rzęsy, ubranie - wszystko pokryte pyłem. Ale kolejny raz daliśmy radę. Tym razem o niebo lepiej zorganizowani, z nową przestrzenią do pracy.

Mam ogromną nadzieję, że zestawy z naszą lawendą sprzedawały się równie dobrze co za pierwszym razem. Poniżej wrzucam zdjęcie wybranych wzorów woreczków, które trafiły do kompletów.
Gałązka lawendy i gipsówki to taki dodatkowy bajer, fajnie dopełnia woreczki.

... i jeszcze jedno:

PS To właśnie realizacja tego zamówienia sprawiła, że tak szybko skończyła nam się lawenda...
Obiecuję, że w sezonie 2017 zbierzemy jej jeszcze więcej. Dodatkowo planujemy zaskoczyć Was tego lata zupełnie nowymi produktami, ale o tym na razie cicho sza... :)

Share this:

About the author / Hania

Hania

Hania

Prowadzę plantację lawendy i opisuję swoje doświadczenia z nią związane na tym blogu. Ciebie, Czytelniku, zapraszam w podróż po moich zmaganiach z kapryśną pogodą i uprawą roślin w zgodzie z naturą.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd